Skip to content

TropiMy Przygody


Prom na stopa? Jasne, w Czarnogórze!

Prom na stopa? Jasne, w Czarnogórze!

Wjeżdżając do Czarnogóry złapaliśmy prom na stopa! Po Zatoce Kotorskiej pływają promiki i obsługa pobiera opłatę za samochód. Jako że my bez samochodu byliśmy (akurat wtedy nie wzięliśmy), to mieliśmy kurs za darmo. Zaczęliśmy też korzystać z tutejszej komunikacji.

Do Kotoru, który jest przepiękny i jeszcze nieodkryty przez tłumy turystów, dotarliśmy przepełnionym busikiem. Czarnogóra zrobiła na nas piorunujące wrażenie, szczególnie po zatłoczonej Chorwacji. Z Kotoru udaliśmy się do Budvy, gdzie zostaliśmy na noc. Wynajęliśmy pokój od jednej kobiety z wianuszka, który otoczył nas po wyjściu z autobusu: „room? room? sobe? apartmani? zimmer?”. Oczywiście po dotarciu do mieszkania, ugadane 15€ za noc jej nie wystarczyły i chciała jeszcze 2 na opłaty, podatki itp… Byliśmy nieugięci (dla zasady, nie dla 2 euro), wiec zrezygnowała, mówiąc łamaną angielszczyzną: „przecież nie będziemy się zabijać o 2€”.

Budva nas rozczarowała. Jest to turystyczny kurort dla snobów. I jest ich tam mnóstwo. Owszem, stare miasto niczego sobie, ale tłumy wystrojonych turystów i sklepy na każdym centymetrze starego miasta lamia tę urodę.

Z Budvy uciekamy. Docieramy do Cetynii (historycznej stolicy Czarnogóry), tam oglądamy klasztor i kilka budynków dawnych ambasad (i to tyle zabytków) i łapiemy stopa do Podgoricy, a z niej do Żabljaka w Parku Narodowym Durmitor, gdzie mamy zamiar wziąć udział w raftingu kanionem rzeki Tara. Po drodze spotykamy najpierw Austriaka, a potem Niemca, którzy również podróżują w tych rejonach. Z miasteczka zostajemy „zgarnięci” przez właściciela campingu, na który zamierzaliśmy się udać (dzięki Bachu za namiar – Miszo Cię pozdrawia!). Próbujemy miejscowej rakiji-śliwowicy. W nocy zaczyna lać. Zmókł nam namiot, buty i część rzeczy, przemarzliśmy, wiec przenosimy się do pokoju. Z raftingu też nici przez pogodę, wiec czekamy na poprawę. Idziemy nad czarne jezioro, ale okazuje się, ze szlaki górskie w Czarnogórze są bardzo słabo oznaczone i po chwili błądzenia po lesie rezygnujemy… Następnego dnia pogoda się polepsza, wiec jedziemy na spływ pontonowy. Żądni adrenaliny nie doczekaliśmy się jej, gdyż spływ jest delikatny, ale bawimy się bardzo dobrze. Piękne widoki i zabawa wynagradzają niską temperaturę. Spotykamy tam Polaków z Wrocławia. Wracamy do Żabljaka, gdzie w pokoju obok zakwaterowali się sympatyczni… Wrocławianie. Inni ludzie tu nie przyjeżdżają?

 

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

7

  • bachu

    Wrzesień 5, 2010

    aaaaha 🙂 no bo ja byłam poza sezonem, wtedy zgarnął mnie z dworca jego znajomy 😉

  • bachu

    Wrzesień 4, 2010

    no nie mów, że Miszo was zgarnął na stopa!? 😀

    • koralinatropiprzygody

      Wrzesień 4, 2010

      Nie do konca – on po prostu stoi na dworcu i probuje zgarnac turystow na swoj camping:)

  • janek

    Wrzesień 3, 2010

    Z tego co widzę od rodziny zawsze można liczyć na dobre słowo:)

  • michal

    Wrzesień 3, 2010

    Ty się nie śmiej z łamanej angielszczyzny, jak sama piszesz łamaną polszczyzną :). Co to jest „ładność” siostrzyczko?

    • koralinatropiprzygody

      Wrzesień 3, 2010

      to przeciez celowy neologizm byl. Poeci tez czesto tworza neologizmy i nikt sie nie czepia, ze nie istnieja:)

  • rysiek

    Wrzesień 3, 2010

    a jak nic nie piszesz o rakiji, to post od razu na pół strony… jednak można … 😉

Dodaj komentarz