Skip to content

TropiMy Przygody


Samochód=dom?

Samochód=dom?

Zapewne tak, jak jest się w posiadaniu kampera. A co jak ma się Matiza? To samo. Nasz andaluzyjski Groszek (czytaj: zielony Matiz) był nam nie tylko środkiem transportu, ale czasem też stołówką, sypialnią i łazienką. A dlaczego nie jak normalni ludzie, w hotelu czy hostelu? Przecież tam prysznic, normalna kuchnia, normalne łóżko. Cóż, taki był nasz wybór. Nie każdej nocy musimy mieć łóżko, więc jest to dość oczywista oszczędność pieniędzy, ale wbrew pozorom to nie główna zaleta.

Zanim o tym, przedstawiam Groszka:

No, to skoro Groszek już znany, mogę kontynuować. Najfajniejsza jest możliwość zasypiania przy szumie fal, pobudka tuż przed wschodem słońca nad Atlantykiem, śniadanie na skale wiszącej nad morzem, czy podpatrywanie startujących nieopodal samolotów. Jaki hotel zapewni takie atrakcje? A kolacje z winem pod gwiazdami na plaży i poranną kąpiel w morzu? Żaden. Spanie w samochodzie daje niezwykłą wolność wyboru miejsca na nocleg, kolację czy śniadanie. Bez formalności, check-inów itd. Wystarczy wcisnąć hamulec i już.

Wszystko fajnie, ale w Matizie? Nie za mały? Tak na początku myślałam, ale błędnie. Przednie siedzenia rozkładają się prawie na płasko, a wszystkie rzeczy mieszczą się w bagażniku. Zatem jest całkiem nieźle. Taki Groszek ma też niebywałą zaletę nad kamperami czy busami: jest malutki, więc można nim stanąć w wielu miejscach, w których te duże samochody się nie zmieszczą i, przede wszystkim, jest niepozorny. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że tam ktoś może spać. Przykład? Na przylądku Cabo de Gata, który jest pod ochroną (park krajobrazowy) zatrzymaliśmy się przy fantastycznej plaży. Oprócz nas i naszego Groszka na plaży były 2 busy przystosowane do życia w nich i jeden kamper (a właściwie to kamper-autobus).

Wszyscy jedli kolację przy swoich pojazdach, my również na rozłożonym obok kocu, kiedy podjechali pracownicy parku, żeby pouczyć o tym, co wolno, a czego w tym miejscu robić nie wolno, jeśli postanawia się spędzić tu noc. Podeszli do wszystkich… oprócz nas. Fakt, że jedliśmy kolację na kocu przy małym samochodzie nie był dla nich wyznacznikiem, że zostaniemy tam na noc. Zapewne spojrzeli na nas i samochód i pomyśleli: „przecież w tym się nie da spać”. A jednak…

Jak w każdym domu, trzeba też jeść, posprzątać, pranie zrobić… I to się da, nawet jeśli samochód jest malutki. Dowody? Proszę bardzo:

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

8

  • Karolina

    Grudzień 23, 2014

    jakie to urocze… też mam na imię Karolina, też podróżuję z Bartkiem, i też nie raz za dom służył nam samochód 😉 (ford puma – też raczej w zamyśle nie stworzony do bycia kamperem.. 😉 )

    • Karolina

      Grudzień 23, 2014

      Fantastycznie! To uroczo pozdrawiamy Karolinę i Bartka i Wasze… pranie;)

  • mama

    Październik 27, 2013

    dziwny jest ten swiat – ale pieniądz ponoć nie śmierdzi

  • balkanyrudej

    Październik 21, 2013

    Moim camperem jest Kia Piccanto,mieszkalam w niej juz parokrotnie i jest wyjątkowo wygodna;)

    • koralinatropiprzygody

      Październik 23, 2013

      Zupełnie niepozorne są te małe samochody, a wyjątkowo komfortowe:)

  • spraykon.eu

    Październik 21, 2013

    Wiele lat temu (w czasach studenckich) podróżowałem po Europie maluchem – cztery dorosłe osoby. Prowiant w maluchu na cały miesiąc, dwa namioty, śpiwory. Gdzieś to się musiało się zmieścić, ludzie patrzyli na „takie coś” dziwiąc się, że czymś takim można w tyle osób jeździć. Od tego czasu twierdzę, że do malucha to można było nawet słonia wcisnąć.

    I był to urok tamtych czasów i urok czasów studenckich 🙂

Dodaj komentarz