Skip to content

TropiMy Przygody


Koralina ocenia: ParkHotel Łysoń w Inwałdzie

Koralina ocenia: ParkHotel Łysoń w Inwałdzie

Wyobraźcie sobie, że zostajecie zaproszeni na weekend do hotelu, aby sprawdzić oferowane usługi, a potem o nich napisać. Przyjeżdżacie do owego hotelu, a tam wita Was żółw, o ten:

Za ladą, na której stoi ten słodki żółw szerokim uśmiechem wita Was Pani, wręczając klucz do pokoju, a raczej apartamentu. Idziecie na pierwsze piętro, otwieracie drzwi, a tam… apartament większy od Waszego mieszkania (korytarzyk, salon, sypialnia i DWIE łazienki)! Właśnie to wydarzyło się w piątek, kiedy dotarłam do ParkHotel Łysoń w Inwałdzie w woj. Małopolskim i o tym miejscu Wam dziś opowiem.

Nie będę się rozwodzić na temat bogatej oferty obiektu, bo to znajdziecie na stronie internetowej, ale zwrócę uwagę na kilka rzeczy, których doświadczyłam na własnej skórze i które sprawiły, że z ogromną chęcią kiedyś do Inwałdu wrócę.

Zacznę od najlepszego, czyli SPA. Wprawdzie hotelowe centrum SPA duże nie jest i być może przy pełnym obłożeniu może być problem ze skorzystaniem z sauny lub jacuzzi. My jednak mogliśmy z nich skorzystać bez wielkich tłumów. Do dyspozycji gości jest też kilka urządzeń do ćwiczeń, stół do ping ponga i lista zabiegów, które można sobie wykupić. Będąc wielką fanką masażu, a tego gorącymi kamieniami w szczególności, nie mogłam sobie odmówić 50 minut tego cuda. Fakt, że Pani pracująca w SPA jest bardzo miła to tylko dodatek. Ale jak masuje! Byłam już na kilka masażach gorącymi kamieniami i ten był zdecydowanie najlepszy! Najchętniej zabrałabym tę Panią ze sobą, żeby taką przyjemność fundowała mi codziennie, ale chyba mnie na to nie stać;)

Jedyne, czego mi zabrakło z oferty spa/sportowej to basen. Uwielbiam rano, jeszcze przed śniadaniem zrobić kilka długości basenu, jeśli mam go pod nosem, dlatego według mnie każdy hotel powinien posiadać obowiązkowo basen. Przeżyłam jednak i bez niego, więc mogę zwrócić uwagę na kolejny, bardzo ważny dla mnie punkt: jedzenie. Lubię jeść, nie ma co ukrywać. Nie rozczarowałam się. Śniadania, jak przystało na 4-gwiazdkowy hotel, bogate, świeże i dobre. Z pyszną kawą z ekspresu, przygotowaną przez kelnerkę, a nie z automatu lub termosu. Duży plus za to.

Nie samym śniadaniem jednak człowiek żyje. Restauracja hotelowa nie wygląda jak restauracja hotelowa. Nazywa się Champs i jest przede wszystkim restauracją i barem sportowym, do którego można przyjść nie będąc gościem hotelu. Udekorowana na amerykańską modłę, z telewizorami i koszulkami różnych sportowców wygląda dobrze. Champs mógłby być knajpą w centrum Wrocławia lub Warszawy i na pewno cieszyłby się popularnością.

Szczególnie, że serwują tam dobre jedzenie, a obsługa jest na wysokim poziomie – z uśmiechem na twarzy doradzi, poda, zapyta czy smakuje, a nawet zrealizuje prośby wybiegające poza kartę dań. Gdybym mieszkała w okolicy, zapewne czasem wpadałabym na jakiś obiad.

A obiady podają tu całkiem spore. Champs chwali się najdłuższymi żeberkami w Polsce. Wedle zapewnień kelnerki, koniecznie trzeba ich spróbować. Faktycznie, bardzo dobre, ale ja to chyba powinnam była poprosić porcję dla dzieci. Niemożliwe było dla mnie zjedzenie aż trzech żeberek z dodatkiem pieczonych ziemniaczków i ostrych papryczek. Bartek miał trochę łatwiej, bo jego wegetariański makaron ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i sosem serowym był i smaczny i o odpowiednim rozmiarze. Niespodzianką okazała się bruschetta, bo podana z serkiem wiejskim, co ciekawie się uzupełniało.

Karta dań bogata i trudno było mi się zdecydować na coś drugiego dnia, ale postawiłam na burgera. Inny niż te serwowane we wszystkich modnych teraz burgerowniach, ale bardzo dobry. Tylko ponownie za duży dla mnie. Bartek dostał specjalnie dla niego przygotowaną bez mięsa quesadillę. Co ważne, w karcie można znaleźć też dania oznaczone symbolem „fit”, więc wcale nie trzeba się obżerać tłustym. Ale wiadomo, tłuste lepsze!
W restauracji znajduje się kącik dla dzieci, podobnie jak przy recepcji pokój zabaw. Wprawdzie matką jeszcze nie jestem, ale wiem, jakie to ważne dla tych, którzy podróżują ze swoimi maluchami. Zresztą to dla nich największą atrakcją będzie Park Miniatur, Rozrywki i Park Dinozaurów, które stoją tuż za hotelem. Ale o tym, co można robić w okolicy, kiedy jest się w Inwałdzie opowiem następnym razem. Tymczasem z czystym sumieniem polecam ParkHotel Łysoń, bo począwszy od poziomu obsługi, na jedzeniu i spa kończąc, warty jest odwiedzenia. Ja na pewno jeszcze się tam kiedyś pojawię.

Ten artykuł zawiera lokowanie produktu. O co chodzi? 

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

5

Dodaj komentarz