Skip to content

TropiMy Przygody


Bolonia – idealne miejsce na…

Bolonia – idealne miejsce na…

„Nie planuj nic na weekend mikołajkowy” – powiedział dawno temu Bartek. Dlaczego? Niespodzianka. Do ostatniej chwili nie dowiedziałam się, co to za niespodzianka. Po prostu w piątek rano miałam spakować plecak na dwa dni. „Aparat będzie potrzebny?” – pytam. „Możesz ewentualnie wziąć” – pada odpowiedź. Wrzuciłam więc kosmetyczkę, kilka ciuchów, aparat i byłam gotowa na wyjazd. Tylko dokąd? Kiedy pod dom podjechał po nas znajomy, już wiedziałam dokąd jedziemy. Na lotnisko! Zapowiada się fajny weekend!

Bolonia oczyma Koraliny

Bergamo, fot. K. AnglartNa lotnisku dowiedziałam się, że lecimy do Mediolanu. Mediolan? Przecież już tam byliśmy i nie zakochaliśmy się w tym mieście na tyle, żeby wracać… Kiedy Bartek wyciągał karty pokładowe, na odwrocie jednej z kartek widniał napis: Bolonia. Ok, to wszystko już jasne. Mediolan będzie tylko na chwilę. No i tę chwilę wykorzystaliśmy na spacer po Bergamo, bo wszyscy mówią, że piękne. Owszem piękne, zapewne panorama z góry wygląda fajnie, ale nie w mglisty i deszczowy dzień… Jest świątecznie, są jarmarki. Błądzimy po małych uliczkach, zaglądamy na jarmark z takimi samymi ozdobami, jak w każdym innym europejskim kraju na jarmarkach, pijemy włoskie wino i przekąszamy antipasti. Wieczorem docieramy do Mediolanu, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Tuż przy hoteliku jest pizzeria wyłożona różową, kiczowatą tapetą. Ale wygląda domowo, więc idziemy na kolację. W pizzerii Sunrise niedaleko dworca kolejowego (na Via Giovanni Pierluigi da Palestrina, jakbyście chcieli zjeść dobrze i niezbyt drogo w okolicy dworca, zajrzyjcie koniecznie!) obsługuje nas najsympatyczniejszy kelner, jakiego kiedykolwiek było nam dane spotkać! Zdziwiony, że ja, tak jak i Bartek, jestem z Polski (nie on pierwszy i pewnie nie ostatni), częstuje nas jakimś cytrynowym, alkoholowym cudem smakującym trochę jak płyn do naczyń z wódką, a żegnając się z nami daje nam jeszcze butelkę wody mineralnej 🙂

Do Bolonii jedziemy porannym pociągiem, zostawiamy rzeczy w hotelu i idziemy do centrum. Starówka bolońska jest bardzo rozległa – piękne, ceglane budynki zaczynamy mijać długo przed tym, jak docieramy do serca miasta, na Piazza Maggiore. Wspinamy się na wieżę Torre degli Asinelli, żeby zobaczyć miasto z góry. Warto pokonać ten milion schodów, bo panorama ceglanego miasta wygląda uroczo. Och, chciałabym mieć taki taras na dachu! Schodzimy i błądzimy dalej pod arkadami starych budynków. Bolonia to dobre miasto na zwiedzanie w deszczu, właśnie dzięki tym arkadom. Próbujemy kolejnych pizz, makaronów, antipasti i win. Zaglądamy do sklepików, wchodzimy na jarmark świąteczny. Wieczorem siadamy przy jednym z tysiąca wciąż wystawionych na zewnątrz stolików. W grudniu, pośród świątecznych świateł, przy dźwiękach „Last Christmas”! Tak inaczej niż u nas…

W niedzielę zaglądamy jeszcze do MAMbo, czyli bolońskiego Muzeum Sztuki Współczesnej (sprawdźcie na ich stronie, komu przysługują zniżki lub darmowe wejście – sporo tego mają. Np. piloci wycieczek nawet bez grupy wchodzą za darmo). Akurat nie trafiliśmy na żadną porywającą wystawę, ale domyślam się, że takowe bywają. Jemy jeszcze jedną z najlepszych Margherit (za całe 2,50 euro!), jakie dane nam było jeść i idziemy na autobus na lotnisko. Wchodzimy w złą uliczkę. Przekonani o tym, że idziemy w dobrym kierunku nie przejmujemy się nie takimi nazwami ulic:) Kiedy się orientujemy, musimy przyspieszyć kroku, co by nam samolot nie uciekł:) Nie ucieka, na szczęście. A może jednak mógłby? Nie pogniewałabym się za jeszcze kilka dni w tak cudownej atmosferze. A skąd ta atmosfera i po co ta cała niespodzianka? Czytajcie dalej! 😉

Bolonia oczyma Bartka

Włochy przywitały nas mroźnym, polarnym wichrem, szarością, w której nie było miejsca na żadną barwę, ołowianymi chmurami gęstymi jak smoła oraz tym specyficznym typem ludzi, od których chcesz być jak najdalej. „Wiele się tu zmieniło od czasów rzymskich”, pomyślałem, i bynajmniej nie są to zmiany na lepsze. Schodząc z pokładu tanich, irlandzkich linii lotniczych myślałem już tylko o chwili, kiedy to za dwa dni przejdę odprawę i znajdę się znów w błogich objęciach żółto-błękitnej załogi żółto-błękitnego samolotu, a mój czas powrotu na ojczyzny łono umilać będą świetne oferty „tylko dzisiaj” szerokiego wyboru sandwiczy i zdrapek.

Tak właśnie zaczynać mogłaby się moja część tej opowieści. Mogłaby w teorii, gdyż nawet jeśli tak właśnie wyglądałyby początki tego wyjazdu, w moich wspomnieniach pozostanie on jednym z fajniejszych weekendowych wypadów, na które się wybrałem. Złożyło się na to kilka powodów.

Bolonia, fot. K. AnglartZaskoczenie. Gdyż Koralina w piątek rano usłyszała, że ma wziąć ciuchy na dwa dni, kosmetyczkę i ewentualnie aparat. Ewentualnie, choć wiadomo, że przydał się bardzo. Miała na spakowanie jakieś 10 minut. W drodze dowiedziała się, że dobrze, że ma też dowód, bo przyda jej on się do przejścia odprawy.

Improwizacja. Nie jakaś szaleńcza może, ale zawsze. Początki wypadu, przez logistykę połączeń, wyznaczyły nam pierwszą noc w Mediolanie (nie pomyślałem na czas, rezerwując tam pierwszy nocleg, żeby od razu z lotniska pojechać gdzieś dalej, ale to akurat wyszło na plus, o czym później), w którym już wcześniej byliśmy, dokładnie go zwiedzając. Na lotnisku w Mediolanie (czyli w Bergamo) Koralina rzuciła pomysłem z gatunku „może zostańmy do końca dnia w Bergamo” a na wieczór dopiero pojedźmy do Mediolanu? Była to bardzo dobra decyzja.

Atmosfera. Coś, czego do końca się nie spodziewałem. Hotel niedaleko dworca PKP Mediolan Główny, oprócz tego, że okazał się karykaturą (i to taką sprzed 30 lat) tego, jak wyglądał w ofercie internetowej, miał jedną wielką zaletę. Zaraz po zameldowaniu się i wyjściu nie uszliśmy paru kroków, gdy naszym oczom ukazała się lokalna, niczym nie przyciągająca turystów pizzeria, z różowymi ścianami i kraciastymi obrusami. I z najlepszą margheritą, jaką w życiu jadłem. I z najfajniejszym, najzabawniejszym kelnerem na świecie. I z lokalsami wyglądającymi jak typowi mafijni bonzowie (jeden ze złotym zębem) w średnim wieku, wyjęci żywcem z filmów o włoskiej gomorze. Było włosko, biesiadnie, nie czuliśmy się ani przez chwilę jak obcy. Wychodząc rano spotkaliśmy mafioza, pozdrowił nas szczerym uśmiechem, okraszonym złotym zębem.

Bolonia. Bo jest zdecydowanie ładniejsza niż Mediolan. Zresztą o tym ja was przekonywać nie muszę, polecam tekst i zdjęcia Koraliny. Dodam tylko, że o ile wiele miast widzianych z góry rozczarowuje lub wręcz przygnębia (jak Wrocław ze Sky Towera), to na Bliźniaczą Wieżę w Bolonii grzechem byłoby nie wejść. Wąskie uliczki bardzo sporego Starego Miasta, prawie jednolicie brązowo-ceglaste robią wrażenie.

Zaskoczenie. Bo genialną pizzę można czasami zjeść w budzie na dwa stoliki o nazwie Casa Pizza, z pizzami zaczynającymi się od 2,50. Pizzeria oblegana przez miejscowych, póki co przez turystów mniej, ale to tylko kwestia reklamy. Niebo w gębie.

Ona. Powód najważniejszy, powód całego wyjazdu. Bo powiedziała Tak.

–> Znajdź najtańszy nocleg w Bolonii

Niewiele napisaliśmy o samej Bolonii, bo skupiliśmy się na atmosferze i wydarzeniach, ale jeśli chcecie poszukać praktycznych wskazówek zwiedzania, to zajrzyjcie do Zależnej w Podróży Agnieszki (której ulubionym miastem jest właśnie Bolonia) lub Karola, co to Kołem Się Toczy – on również pisał o zwiedzaniu Bolonii.

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

32

  • Ewelina Malina

    Grudzień 5, 2016

    Tak właśnie myślałam, że o to chodzi, ale to chyba dlatego, że czytam tytuły blogerów jako blogerka 😉

    • TropiMy Przygody

      Grudzień 5, 2016

      Hahaha 🙂

  • Natalia Malec

    Grudzień 5, 2016

    a ja nie wiedziałam! i to w mieście mojego erasmusa, Bartek nie mogłeś lepiej wybrać 😀

    • TropiMy Przygody

      Grudzień 5, 2016

      Trafiło się idealnie 🙂 Wydaje mi się, choć byliśmy tam tylko chwilę, że fajne miasto nas Erasmusa 🙂

  • Jagoda Konieczna

    Grudzień 5, 2016

    ja jedyne co robie w bolonii to przejezdzam tamtędy… trenstazione i tyle… kompletnie mnie nie pociaga to miasto…

    • TropiMy Przygody

      Grudzień 5, 2016

      A nas pociąga, ale zupełnie z innych względów, o tym w tekście 😉

    • Agnieszka Ptaszyńska

      Grudzień 5, 2016

      Jagoda, kompletnie nie rozumiem. To moje najkochańsze miasto Włoch!

    • Jagoda Konieczna

      Grudzień 5, 2016

      TropiMy Przygody ups…no tak :3

  • Wojtek

    Luty 3, 2015

    gratulacje 🙂 w Bolonii spędziliśmy z Żoną ostatniego sylwestra (świetna atmosfera – wideo dla zainteresowanych: http://www.green-design-blog.com.pl/bolonia-video/ )…1szego stycznia była przepiękna słoneczna pogoda. Niestety nie udało nam się wejść na wierzę Asinelli z racji 10cio centymetrowych szpilek mojej Żony… ale za to wiem, że na pewno tam wrócimy tylko i wyłącznie dla tych widoków 😉 Jeszcze raz congrats i wszystkiego podróżowniczego!

    • Karolina

      Luty 3, 2015

      dzięki bardzo! No i koniecznie musicie wrócić do Bolonii! 🙂

  • natafli

    Styczeń 11, 2015

    ogromne gratulacje 🙂 oświadczyny po bolońsku mniam

    • Karolina

      Styczeń 12, 2015

      dziękujemy! 🙂

  • urlopnaetaciepl

    Grudzień 30, 2014

    <3 Gratki! :)))

    • Karolina

      Grudzień 30, 2014

      Dziękujemy!

  • Zuza

    Grudzień 21, 2014

    Jak pięknie! Gratulacje!

    • Karolina

      Grudzień 22, 2014

      Dziękujemy! 🙂

  • kalina

    Grudzień 19, 2014

    oooo Boże, jakie to piękne i romantyczne! Gratki 🙂

    • Karolina

      Grudzień 19, 2014

      Dzięki! 🙂

  • boliviainmyeyes

    Grudzień 19, 2014

    Ojej, gratulacje! A tekst o Ryanar ‚made my day’! (znajdę się znów w błogich objęciach żółto-błękitnej załogi żółto-błękitnego samolotu, a mój czas powrotu na ojczyzny łono umilać będą świetne oferty „tylko dzisiaj” szerokiego wyboru sandwiczy i zdrapek:)

    P.S. Ten cytrynowy alkohol to zapewne ‚limoncello’:)

    • Karolina

      Grudzień 19, 2014

      Dziękujemy i cieszymy się, że wywołaliśmy uśmiech na twarzy:)

    • Bartek

      Grudzień 19, 2014

      tak, też wydaje mi się, że limoncello to było 🙂

  • Karolina

    Grudzień 19, 2014

    Takie niespodzianki mikołajkowe to ja rozumiem. 😉

    • Karolina

      Grudzień 19, 2014

      Heh, no ja też;)

  • Podróże Obieżyświatki

    Grudzień 19, 2014

    Gratulacje! Fantastyczna historia do opowiadania wnukom 😉
    U mnie to były pola ryżowe w Chinach 😉

    • Karolina

      Grudzień 19, 2014

      Dziękujemy! Pola ryżowe w Chinach też brzmią dobrze 😉

  • Marcin Wesołowski

    Grudzień 19, 2014

    Cudownie, serdecznie gratulacje! 🙂 Tak się składa, że my też w Bolonii, cztery lata temu! 🙂

    • Karolina

      Grudzień 19, 2014

      Dziękujemy:) Może to miasto po prostu coś w sobie ma? 😉

    • goroh83

      Grudzień 19, 2014

      strach do tej Bolonii jechać!;)

      • Karolina

        Grudzień 19, 2014

        Haha, no na to wygląda;)

      • Bartek

        Grudzień 19, 2014

        To zależy z kim się tam jedzie :p

  • Jowita Łukaczyńska

    Grudzień 19, 2014

    Gratulacje! Dużo szczęścia i podróży : )

    • Karolina

      Grudzień 19, 2014

      Dzięęęękujemy! 🙂

Dodaj komentarz