Skip to content

TropiMy Przygody


11 owoców, o których istnieniu nie miałeś pojęcia

11 owoców, o których istnieniu nie miałeś pojęcia

Północ Ameryki Południowej to nie tylko różne rodzaje bananów, ale prawdziwy owocowy raj! Wiedzieliśmy, że na brak owoców nie będziemy narzekać, ale nie spodziewaliśmy się aż takiej różnorodności. Tajemniczo brzmiące nazwy niewiele nam mówiły, toteż postanowiliśmy spróbować tych nietypowych dla nas wytworów Matki Natury. I chcemy się z Wami podzielić wiedzą na temat owoców egzotycznych, o których istnieniu prawdopodobnie nie mieliście pojęcia. 🙂

Większość z poniższych owoców egzotycznych to była dla nas prawdziwa zagadka. Jak to się kroi? Którą część się je? Czy skórkę się obiera? Co zrobić z pestkami? Czasem robiliśmy to „na czuja”, a czasem posiłkowaliśmy się Internetem. Żyjemy, a więc wszystko poszło tak, jak powinno 😉 W związku z tym możemy Wam przedstawić kilka ciekawych owoców.

Maracuyá

owoce egzotyczne

Roślina, która daje te owoce, po polsku zwana jest Męczennicą jadalną – ładnie, nie? 🙂 Wprawdzie o marakui w Polsce można usłyszeć i znaleźć jogurty o jej smaku, ale nigdy nie widzieliśmy tego owocu w żadnym sklepie. Pochodzi z Ameryki Południowej, choć rozprzestrzenił się również w innych krajach klimatu tropikalnego. Maracuyá jest dobrym źródłem witaminy A, C, a także potasu, fosforu i magnezu.

Jak to się je?
Owoc rozkraja się na pół i można wyjeść środek łyżeczką (z pestkami, choć te są twarde) lub zrobić z niej sok (miąższ razem z pestkami, wodą/mlekiem i cukrem się miksuje, a potem za pomocą sitka odsącza pozostałości pestek, żeby w zębach nie chrupały). Ma dość kwaśny smak, ale jest cudownie orzeźwiający podczas upałów. Nasz ulubiony sok! Jeśli byście mieli kupować maracuyę na sok, pamiętajcie, że im bardziej pomarszczony owoc, tym lepszy sok! Popularne są również lody lub sernik z maracui, a w Ekwadorze można zjeść przepyszną czekoladę z tym owocem. Maracuyá jest też dobra z alkoholem. W Meksyku pija się Guarapitę, czyli sok z maracui z rumem, natomiast w Ekwadorze popularnym drinkiem jest Canelazo – aguardiente („płonąca woda”, bardzo popularna  w tych rejonach wódka z trzciny cukrowej) mieszane najczęściej z sokiem z maracui, podawane na ciepło. Baaardzo dobre! 😉

Granadilla

owoce egzotyczne

Męczennica języczkowata to roślina rosnąca głównie w Andach, jest kuzynką maracui. Jej owoce i pestki są bardzo podobne do maracui, ale mają twardszą skórę. Granadilla jest bogatym źródłem witamin A, B2, B3, B6, B9, C, E, K oraz fosforu, żelaza i wapnia.

Jak to się je?
Dokładnie tak samo, jak owoc maracui. Rozkraja się na pół, a potem wykorzystuje wnętrze na sok, dżemy lub lody. Granadilla jest słodsza od maracui, ale nie jest tak orzeźwiająca.

Babaco

owoce egzotyczne

Carica pentagona to drzewo z gatunku melonowcowatych i jest naturalną krzyżówką drzew dających papaję oraz toronche. Daje egzotyczny owoc o wdzięcznej nazwie babaco, który jest podłużny, a w przekroju ma kształt gwiazdy pięcioramiennej. Roślina rośnie w Andyjskiej części Ekwadoru, choć stąd zawędrowała choćby do Nowej Zelandii. Carica pentagona daje tylko owoce żeńskie, a to oznacza, że nie mają pestek. Jest antyoksydantem, ma witaminy A, C i E. Babaco uważa się za owoc młodości, ponieważ jego właściwości podobno dobrze wpływają na skórę i procesy starzenia się. I to jest argument, którym babaco wygrywa! 😉

Jak to się je?
Babaco uprawia się na sok, ale samo, na surowo smakuje równie wybornie. Babaco obiera się ze skóry i pozbywa się miąższu z samego środka. A potem rozkoszuje jego orzeźwiającym smakiem! Babaco jest lekko kwaśnawe, bardzo soczyste i w smaku przypomina lekko melona w połączeniu z truskawką. Brzmi nieźle, nie? 🙂

Lulo lub Naranjilla

owoce egzotyczne

Psianka lulo (po polsku) daje owoce lekko podobne do pomidorów. W Ekwadorze i Panamie zwą ją naranjilla (czyt. naranhija), a w Kolumbii lulo (z języka quechua) i to ta nazwa jest bardziej rozpowszechniona na świecie. Psianka lulo jest rośliną bardzo podatną na choroby, dlatego też nie uprawia jej się na wielką skalę i nie eksportuje się jej tak dużo jak innych owoców. Naranjilla jest bogata w witaminy A, B1, B2, B3, C, a także w wapń, żelazo, fosfor, błonnik oraz antyoksydanty.

Jak to się je?
Owoc można rozkroić na pół i wyjeść łyżeczką ze środka, choć lepiej smakuje, kiedy zmiksuje się go na sok. Wprawdzie owoc jest zółty/pomarańczowy, ale środek ma zielonkawy, przez co zmiksowany sok przejmuje ten kolor. Ma cytrusowy posmak. Używa się go również do lodów oraz dżemów.

Pitahaya żółta

owoce egzotyczne

W Polsce zwana pitają lub smoczym owocem. Pochodzi z Ameryki Środkowej i jest owocem kaktusów, w związku z tym lubi suchy klimat. Występuje w 5 odmianach: żółtej i czterech czerwonych (o jednej z nich poniżej poniżej).

Jak to się je?
Ten soczysty i wodnisty owoc przekraja się na pół i wyjada środek łyżeczką, wraz z pestkami. Ma słodki, ciekawy smak. Miąższ często jest używany do deserów, a najlepiej smakuje schłodzony.

Pitahaya czerwona

owoce egzotyczne

Zwana w Meksyku „Królową Nocy” (Reina de la Noche). Czerwona odmiana smoczego owocu jest bogatym źródłem witaminy C i przeciwutleniaczy. Podobno dobrze wpływa na skórę, zęby i kości, czyli kolejny sposób na odmłodzenie się 😉

Jak to się je?
Tak samo, jak żółtą pitahayę. Co ciekawe, czerwona pitahaya jest bogatsza w witaminy, ale za to gorsza w smaku – nie jest tak słodka i nie ma dominującej nuty, przez co jest taka trochę nijaka… Ale to za jest najpiękniejszym owocem, jaki kiedykolwiek widzieliśmy!

Tomate de árbol

owoce egzotyczne

Tomate de árbol to, tłumacząc na polski, pomidory z drzewa, a bardziej fachowo cyfomandra grubolistna lub pomidor drzewiasty. Ta druga nazwa brzmi zdecydowanie lepiej 😉 To faktycznie kuzyn pomidora, z tym że jego krzak przyjmuje postać małych drzewek. Pochodzi z Ameryki Południowej, gdzie wciąż rośnie sobie dziko. Ten egzotyczny owoc ystępuje w kilku odmianach, ale najczęściej w sprzedaży spotykane są te z czerwoną skórką, czasem też pomarańczowe, rzadko żółte. Tomate de árbol ma w sobie wiele witamin, w tym A, B6, E i minerały: magnez, fosfor, żelazo i wapń.

Jak to się je?
Skórki z tomates de árbol się nie jada. Można ją albo obrać, albo przekroić pomidora na pół i wybrać miąższ ze środka łyżeczką. Najbardziej popularną formą spożywania tomate de árbol jest, oczywiście, sok. Można również spotkać dżemy oraz zupę z tychże pomidorów. W Ekwadorze, w prawie każdym barze na stoliku stoi ostry sos (salsa de aji) paprykowy z cebulą i kolendrą, którego bazą są również pomidory drzewiaste. Tomate de árbol ma słodki, ale jednocześnie kwaśnawy smak. Sok z nich jest naprawdę pyszny!

Pepino dulce

owoce egzotyczne

Psianka melonowa, czyli kolejny owoc z rodziny psiankowych (podobnie jak lulo/naranjilla) pochodzi z Peru. Hoduje i sprzedaje się je głównie w Ekwadorze, Kolumbii, Peru i Chile. Pepino, zwany też czasem melón de árbol, ma żółtą skórkę w purpurowe naloty przypominające te na arbuzie, a jego wnętrze jest źródłem witamin, w szczególności C, A i B1, a także sody, fosforu, wapnia i żelaza.

Jak to się je?
Pepino dulce w smaku przypomina trochę melon, jest bardzo soczysty. Idealnie nadaje się do zmiksowania na sok, ale można go również jeść na świeżo (jak jabłko) lub zrobić z nich dżem, czy dodać do sałatki owocowej.

Taxo lub Curuba

owoce egzotyczne

Ten egzotyczny owoc pochodzi z Andów i uprawiany jest na wysokości pomiędzy 1800 a 3500 metrów n.p.m. Na północy Ameryki Południowej jada się go od czasów prekolumbijskich. Jest bardzo popularny w Kolumbii, gdzie kupimy go pod nazwą curuba. Chcąc go nabyć w Ekwadorze, musimy szukać taxo. Ten owoc jest bogaty w witaminy A, B i C oraz żelazo, wapń i fosfor, ma działanie antystresowe, uspokajające, pomaga zasypiać i obniża ciśnienie krwi. Indianki w ciąży z regionu Chimborazo w Ekwadorze pijają napar z taxo, ponieważ wierzą, iż zapobiega naturalnym poronieniom.

Jak to się je?
Z zewnątrz wygląda jak mały ogórek, wnętrze jednak przypomina to z maracui. Pomarańczowy miąższ z czarnymi pestkami, ładnie odchodzi od skórki za pomocą łyżeczki. Jest dosyć kwaśny, używa się go głównie do przygotowywania soków, ale można też wyjeść jego wnętrze łyżeczką, wraz z pestkami.

Tuna

owoce egzotyczne

Tuna, czyli opuncja figowa to owoc opuncji z rodziny kaktusowatych. W Polsce znana również pod nazwą figa indyjska, choć z Indiami nie ma nic wspólnego. Pochodzi z Meksyku i do Europy najprawdopodobniej przybyła już z Krzysztofem Kolumbem, stąd w nazwie „indyjska”. Tuna może przybrać kolor od zielonego przez żółty po czerwony. Jej wnętrze dostarcza m.in. witaminy z grupy B i C, wapń, fosfor, potas czy żelazo.

Jak to się je?
Obchodząc się z tym owocem, należy uważać na jego skórkę, która ma, jak na kaktus przystało, kolce. Nie ma ich dużo, jednak trzeba ją delikatnie dotykać, żeby się nie pokłuć (nikt nam tego nie powiedział, jak pierwszy raz kupiliśmy…). Tunę przekraja się na pół, środek można zjeść na surowo – jest bardzo słodki. Z owoców robi się również soki i przetwory, jak dżemy czy galaretki.

Mango para chupar

owoce egzotyczneI na koniec owoc, którego smak kojarzycie, ale w innej odmianie. Wprawdzie mango nie jest tak bardzo egzotycznym owocem, ponieważ jest powszechnie dostępny w polskich sklepach, jednak znamy tylko to twarde mango, które trzeba kroić. W Ekwadorze poznaliśmy inny rodzaj, mango para chupar (zwane też mango de chupar), czyli mango do ssania – dosłownie. Jest znacznie słodsze i bardziej miękkie od mango, które znamy z Polski.

Jak to się je?
Jest powszechnie dostępne w Ekwadorze. Od „zwykłego” mango różni się tym, że się go nie kroi i nie je w kawałkach, a… ssie. Nakraja się jedynie troszeczkę czubek owoca, a potem „ciumka” dokładnie tak, jak w dzieciństwie ciumkało się mleczko w tubce (pamiętacie jeszcze jego smak?). Jest bardzo soczyste i baaardzo słodkie, ale jest pyszne! Znacznie bardziej nam posmakowało niż „zwykłe” mango.

I tyle! Oczywiście, to nie wszystkie owoce, jakie można znaleźć na półkach warzywniaków lub na targu. Soczyste ananasy, różne odmiany arbuzów, kilkanaście odmian bananów, papaya, melony, pomarańcze, limonki i jeszcze kilka innych, nieznanych nam rodzajów owoców mówią do nas za każdym razem kiedy jesteśmy na targu: „kupcie nas” 🙂 No i teraz aż zgłodniałam od opisywania tych pysznych owoców, a więc uciekam coś przegryźć. Może sałatkę owocową? 🙂

A Wy? Jakie owoce lubicie najbardziej? Z tych dobrze znanych i tych mniej, które zajmują najwyższe miejsce w Waszych rankingach? Podzielcie się z nami w komentarzach!

[ezcol_1third]zarezerwuj lot[/ezcol_1third] [ezcol_1third]zarezerwuj nocleg[/ezcol_1third] [ezcol_1third_end]wypożycz samochód[/ezcol_1third_end] Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

92 Komentarze

  • Przemek

    19 września, 2018

    Zapomnieliscie o lucuma. Kaktusy lepiej obrac ze skorki odcinajac oba konce a potem nacinajac w poprzek sciagnac skore. Pycha????

  • Amy

    20 lutego, 2018

    Ciekawy wpis, Niedawno czytałam o owocu Lulo i jestem bardzo ciekawa jego smaku, ale jeszcze nigdy nie widziałam go w sklepie… Gdzie najlepiej szukać takich owoców w Polsce?

    • Koralina

      20 lutego, 2018

      Nie mamy pojęcia, gdzie można kupić tak egzotyczne owoce w Polsce, bo nas w niej nie ma i trochę wypadliśmy z obiegu, co gdzie można kupić 🙂

      • Karolina Szymkowiak

        21 stycznia, 2023

        Marakuję można kupić w większości marketów, grenadilla i pitaja też są dostępne w Polsce bez większego problemu.

        • Koralina

          21 stycznia, 2023

          Bardzo możliwe. Artykuł powstał w 2016 roku, sporo się mogło od tego czasu zmienić 🙂

  • Cooking Van pl

    24 listopada, 2017

    Kilku rzeczywiście nie znałem, ale nie dawno miałem przyjemność skosztować Granadilli i była mega pyszna!

    • Koralina

      25 listopada, 2017

      Musisz spróbować też reszty, pycha są! 🙂

  • Rosa

    26 czerwca, 2017

    Ja z najsłodszych owoców najbardziej lubię właśnie te egzotyczne przypadki ale takich o jakich tu piszecie, to nawet nie miałam pojęcia, że takowe istnieją…

  • viamundo

    30 sierpnia, 2016

    Curuba zdecydowanie nam nie podeszła, a babaco jest przedziwny. Dojrzały smakował zupełnie jak Chlorchinaldin! (pamiętacie to lekarstwo na gardło?) 🙂
    Polecam też kilka innych egzotycznych smaków, takich jak saramuyo, mamey czy moje ulubione uchuva i feijoa. Jeśli będzie okazja koniecznie skosztujcie 🙂
    A jak smakują możecie przeczytać u nas na blogu. Smacznego! 🙂

    • Koralina

      30 sierpnia, 2016

      Babaco uwielbiamy! <3 Tych, o których piszesz nie próbowaliśmy, ale jeszcze nadrobimy! 🙂

  • Zależna w podróży

    25 marca, 2016

    Czemu trafiłam na to dopiero teraz?! Feedly mnie ostatnio robi w konia. Do wydrukowania i z karteczką do supermarketu.
    Ale mojego ulubieńca nie wymieniliście – jackfruita – mogłabym jeść tylko jego! Mogłabym dla niego wracać do Malezji. W sumie nie wiem czy rośnie w Ameryce.

    • Koralina

      25 marca, 2016

      Też nie wiem, czy tu rośnie – nie trafiliśmy na niego 🙂 Jak kupisz któreś z tych owoców w markecie, daj znać które – będziemy polować na nie po powrocie 😉

      • Rafal

        26 marca, 2019

        Witam wiecie może gdzie można dostać babako np jaką firma w Polsce
        ściąga ten owoc?

        • Koralina

          26 marca, 2019

          Pojęcia nie mamy czy w ogóle ktokolwiek sprowadza babaco do Polski – nigdzie nie widzieliśmy.

  • BashaMyWay

    20 marca, 2016

    Smoczy owoc to zdecydowanie mój numer jeden.. chociaż wielu z twojej listy nie próbowałam. Będę ich wypatrywać następnym razem 🙂

    • Koralina

      20 marca, 2016

      Koniecznie! Wszystkie pyszne 🙂

  • Emi

    19 marca, 2016

    A ja tęsknię za polskimi KWAŚNYMI owocami, w Azji wszystko jest dla mnie za słodkie… Dałabym się pokroić za jabłko, grejpfruta czy porzeczki!

    • Koralina

      19 marca, 2016

      Oj grejpfruta też bym zjadła, bo uwielbiam! A tu nie ma 🙁 Jabłka są, ale bardzo drogie… Ale zadawalamy się tymi owocami, które mamy! 🙂

  • Inspirujące Podróże

    19 marca, 2016

    Kawał dobrej roboty z tym postem! 🙂 Jak będziemy w Ameryce Południowej, na bank wrócimy do tego posta!

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Dziękujemy bardzo 🙂 mamy nadzieję, że się przyda 🙂

  • Korpopirania blog

    19 marca, 2016

    Nie wiem czy takie egzotyczne ale uwielbiam kaktusy

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Tylko na igły trzeba przy jedzeniu uważać :p

  • Otwieracz przygód

    19 marca, 2016

    Niesamowita różnorodność! A ja myślałam, że ilość owoców w Azji to już szczyt możliwości 🙂

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Azja to chyba kolejny owocowy raj 🙂

  • Julia Raczko

    19 marca, 2016

    Mangostan zdecydowanie mój ukochany.

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Jeszcze chyba nie próbowaliśmy 😉

    • Julia Raczko

      19 marca, 2016

      Będzie uwielbiać!

  • Martyna || Life in 20 kg

    18 marca, 2016

    Z azjatyckich lubię Smocze oczy, ranbutany i mangostany. Ale klasyczne żółte mango wygrywa 🙂

    • Koralina

      18 marca, 2016

      Oj nie, mango para chupar lepsze 😛

  • ella

    18 marca, 2016

    A ja kocham wszystkie owoce, i polskie i egzotyczne, aż się ślinię na ich widok i na myśl o nich,. Byłam kiedyś miesiąc w Peru, na śniadania jadłam tylko winogrona (dużo) i bułki z avocado, to było jedzenie. W Polsce od dawna jem na śniadania gęste, zielone koktajle, na bazie bananów, a sezonowe owoce do nich mrożę. Moim marzeniem jest zamieszkać na stałe w Peru i przejść na frutarianizm. Tam owoce są świeże cały rok i nie pryskane chemią. Kto pojedzie ze mną?

    • Bartek

      18 marca, 2016

      My do Peru jedziemy za 2 tygodnie :p

      • ella

        19 marca, 2016

        No więc bardzo proszę o 100 wpisów. Czy macie w planach miasto Trujillo lub Moche koło Trujillo? W pobliżu mnóstwo terenów do zwiedzania- kultura Moche, najstarsze gliniane miasto świata.
        Ja sobie właśnie Moche wybrałam na miejsce do życia. Pozdrawiam i czekam na więcej. Dziś Was poznałam przypadkiem na fb, na grupie dla wegan i wege (wpis o owocach) i siedzę piątą godzinę zamiast iść spać, zazdroszcząc możliwości jedzenia świeżutkich owoców.
        Pozdrawiam

        • Koralina

          19 marca, 2016

          Mamy w planach, ale zobaczymy ja wyjdzie, bo plany lubią się zmieniać 😉 100 wpisów pewnie nie będzie, ale na pewno sporo napiszemy! 🙂 No i bardzo nam miło, że Cię tak blog wciągnął 🙂 Pozdrawiamy gorąco z Quito! 🙂

  • Klaudia Pierzchała

    18 marca, 2016

    Jak wyzej-duriana probowalam w Singapurze. Paskudny 🙂 Najgorsze byly lody o jego smaku, zjadlam bo byly zimne ale nigdy wiecej:D

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      kusisz, żeby takich spróbować 😛

    • Klaudia Pierzchała

      18 marca, 2016

      Polecam sprobowac, fajne doswoadczenie, jednak stawiam ze po 1 razie nie bedziecie tesknic za jego smakiem:D Najgorsze, ze pozniej utrzymuje sie taki „posmak” po nim i niczym nie mozna sie tego pozbyc (po paru godz przechodzi dopiero)..

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Ja pamiętam czeskie lody piwne, skosztować skosztowałem, ale drugi raz bym się nie skusił 😉

    • Klaudia Pierzchała

      18 marca, 2016

      O, a brzmia calkiem niezle 🙂 tak odchodzac od tematu owocow probowalam tych czarnych jajek i sie zdziwilam bo byly calkiem smaczne 😀

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Mówisz o tych chińskich „100 letnich” jajkach?

    • Klaudia Pierzchała

      19 marca, 2016

      Dokladnie:)

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Nigdy nie próbowałem, ale słyszałem różne opinie 😉

  • Kamila Śmiałowska-Kucharska

    18 marca, 2016

    Lankijskie duriany

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      No właśnie duriany, kochasz albo nienawidzisz 😉

    • Pablo Pe

      19 marca, 2016

      TropiMy Przygody ja w tym drugim obozie 😉

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Hahahaha 🙂 my jeszcze nie wiemy 😉

  • Jak tam jest?

    18 marca, 2016

    [Kasia] też mi nikt nir powiedział o tych przeklętych igłach owocu opuncji… A że chciałam przed konsumpcją dokłądnie obejrzeć owoc, to ręce swędziały mnie jeszcze ze dwa dni 🙂

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      My parę razy też się nadzialiśmy 😉

  • Life Good Morning

    18 marca, 2016

    Najdziwniejsze i najpyszniejsze jak dotąd, jadłam na Maderze. Jednego nazwy nie znam do tej pory. Drugi to Annona. Niebo w gębie.

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Oooo ta annona to „flaszowiec” i ponoć też gdzieś tu (w Ameryce Południowej) powinien być, poszukamy 😉

  • Tess

    18 marca, 2016

    Tuż po powrocie z Brazylii, kiedy odezwała się tęsknota za maracuya_ znalazłam ofertę w biedronce_ 1.40 za sztukę i to prosto z Kuby! 🙂

    • Koralina

      18 marca, 2016

      O wow! To dobrze wiedzieć, jak już kiedyś wrócimy na pewno będziemy szukać! 🙂

  • wpodrozydo.com

    18 marca, 2016

    Uwielbiam smoczy owoc! Szkoda, że Polska cena bije na łopatki! 🙁

    • Bartek

      18 marca, 2016

      Dużo w Polsce kosztuje? Bo tu raczej tanioszka, za dolca masz ich 5 albo i więcej 🙂

      • wpodrozydo.com

        18 marca, 2016

        15zł za sztukę 🙁

        • Koralina

          18 marca, 2016

          O kurcze, to faktycznie drogo… A my przed chwilą byliśmy na targu warzywnym i jako że nie chciało się nam targować, to przepłaciliśmy i kupiliśmy 4 za 1$ 😛

          • wpodrozydo.com

            18 marca, 2016

            Tak niesprawiedliwe!

          • Koralina

            18 marca, 2016

            Świat nie jest sprawiedliwy 😉

  • Yoana Yoaalirubi

    18 marca, 2016

    Kaki,troche smieszy mnie ta nazwa-bo kojarzy mi sie ….

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      😀

  • Kinga Bielejec

    18 marca, 2016

    Też jadłam smoczy owoc w Azji 🙂 I kilka innych. Mam nadzieję, że za rok o tej porze będę zajadać się takimi pysznościami w Ameryce 😀

    • Bartek

      18 marca, 2016

      Kinga trzymamy kciuki i… spróbuj koniecznie każdego z tych owoców 😉

  • Marta Wudniak

    18 marca, 2016

    Jadłam tunę w meksyku, w wersji zielonej i czerwonej, z tym, że po prostu jadło się obrany owoc a nie wyjadało łyżeczką (ale byliśmy wtedy w terenie, na jakiejś akcji sadzenia drzewek, więc pewnie ktoś nam ułatwił zadanie 😛 ). Po przeczytaniu tekstu, mam ochotę spróbować wszystko o czym piszecie!

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Można i obierać, ale łyżeczką jest po prostu łatwiej 🙂 To przylatuj do nas na owocową ucztę! 🙂

  • Ewa

    18 marca, 2016

    Próbowałam sześciu z nich, choć nigdy nie byłam w Ameryce Południowej (to błąd, który chciałabym naprawić jak najszybciej 🙂 ). W Kenii mamy jeszcze bardzo słodką odmianę marakui, ale nie wiem jak się nazywa, bo tutaj wszystkie passion fruity wrzucane sa do jednego worka. Mega smakował mi smoczy owoc jedzony w Azji. A mój najulubieńszy owoc na świecie to poziomki 😀

    • Bartek

      18 marca, 2016

      Ewa oddałbym wiele tutaj za poziomki! 🙂

      • Ewa

        18 marca, 2016

        Ja tutaj też! I jagody! I świeże jagodzianki hahahahah 🙂

        • Bartek

          18 marca, 2016

          marzenie… 🙂

  • Anna Suminska

    18 marca, 2016

    Opisaliscie owoce z ameryi pd. i zapomnieliscie napisać o mamey sapote prrzepyszny jest

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Nie zapomnieliśmy, bo naszym celem nie było opisanie wszystkich owoców z Ameryki Płd. Opisaliśmy te, które udało nam się kupić, na mamey nie trafiliśmy, ale będziemy szukać! 🙂

    • Anna Suminska

      18 marca, 2016

      gorąco polecam wobec tego bo jest to niebo w gębie – nasze odkrycie z Meksyku (może okres dojrzewania ma wpływ kiedy go kupić my byliśmy w maju) wygląda jak duży zasuszony kartofel, miąższ jest łososiowy o smaku budyniu morelowo-brzoskwiniowego z nutką czekolady ale właściwie nie do opowiedzenia 🙂

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      To może jeszcze do Ameryki Południowej z Meksyku nie dotarł :p Albo na niego nie trafiliśmy 🙁 Tak czy siak jak zobaczymy to spróbujemy, dzięki wielkie za polecenie! 🙂

  • Adrian Gaczkowski

    18 marca, 2016

    Duchess Cixi temat dla Ciebie 🙂

    • Duchess Cixi

      18 marca, 2016

      W sumie nie spróbowałam tylko jednego ale cała reszta zjedzona:) Szejk z Tuńczyka (:)) był mega 🙂

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Duchess Cixi którego nie próbowałaś z listy?

    • Duchess Cixi

      18 marca, 2016

      TropiMy Przygody o tego Babaco

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Oj, to żałuj! Jeden z lepszych owoców jakie jedliśmy! 🙂

  • Marta Matusiewicz

    18 marca, 2016

    Ciekawy wpis, dzięki 🙂 Też lubię kupować nieznane i niedostępne w Polsce owoce, np taką pitahayę, mangostan albo flaszowca (sugar apple) jadłam w Hiszpanii i Portugalii 🙂

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Dzięki! Toż to sama przyjemność próbować nowe smaki! 🙂

  • Marta Dulęba

    18 marca, 2016

    Najdziwniejszy to zdecydowanie durian. Sprobowany w Tajlandii 😉 zapach powala 😛

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Nie przeszkadzał w jedzeniu? 🙂

    • Marta Dulęba

      18 marca, 2016

      Ciezko mozna powiedziec o jedzeniu.. 😛

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      😀

  • Szymon Podróżnik

    18 marca, 2016

    Maracuya, tuna, pacay, cherimoya, guajava 🙂 wszystkie fantastyczne! 🙂

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Nam guayava nie posmakowała jakoś…

    • Simon Pedro Viajero

      19 marca, 2016

      W sumie jest też kilka odmian, pamiętam że któryś kolor szczególnie fajnie smakował 🙂

  • Ewa Serwicka

    18 marca, 2016

    Najdziwniejszy to chyba popularny w Azji durian. I moje ukochane, włochate rambutany. I fioletowe mangostany. Uwielbiam egzotyczne owoce, ale najbardziej lubię poziomki 🙂

    • TropiMy Przygody

      18 marca, 2016

      Poziomki! To trochę też egzotyczne, bo nie tak często można w Polsce je zjeść 🙂

    • Korpopirania blog

      19 marca, 2016

      O durianie slyszalam… Podobno śmierdzi i nie można go wnosić do hotelu… za kilka dni lecę do Tajlandii na pewno sprobuje

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      Daj znać czy dało się zjeść 😉

    • Ewa Serwicka

      19 marca, 2016

      Mówi się, że duriana albo się kocha albo nienawidzi. Cóż, ja idę pod prąd i uważam, że da się zjeść ale nic szczególnego. Lekko waniliowy z cebulowym posmakiem 😉

    • TropiMy Przygody

      19 marca, 2016

      wanilia z cebulą 😀 😀 😀

Podziel się swoją opinią