Skip to content

TropiMy Przygody


Semana Santa w Ekwadorze, czyli najdziwniejsza procesja

Semana Santa w Ekwadorze, czyli najdziwniejsza procesja

Semanta Santa, czyli Wielki Tydzień to zarówno w Ekwadorze, jak i w całej Ameryce Południowej bardzo ważny okres. Dla wierzących to okres przygotowań do Wielkanocy; okres zadumy, modlitwy oraz pokuty. Tę ostatnią wyraźnie widać podczas wielkopiątkowych procesji. Procesji, które potrafią wywołać ciarki na plecach. Dlaczego?

W Wielki Piątek, mieliśmy okazję uczestniczyć w Procesión Jesús del Gran Poder (Procesja Jezusa Wielkiej Mocy), która odbywa się w każdy Wielki Piątek od 1961 roku jednocześnie w dwóch miejscach w Quito: na południu i na Starym Mieście. Ta druga jest większa – bierze w niej udział ok. 200 tysięcy osób, zarówno idących w procesji, jak i oglądających. To jedno z ważniejszych wydarzeń Semana Santa w Quito.

semana santa

W procesji podczas Semana Santa idą wierni, którzy chcą oddać hołd Chrystusowi. Idą Ci, którzy się modlą i szukają odpowiedzi. Idą Ci, którzy chcą odpokutować swoje grzechy. Wielu z nich idzie jako Cucuruchos i Verónicas; są również przebrani za Chrystusa, którzy dźwigają krzyż. Cucuruchos to ubrani w fioletowe szaty z charakterystycznym nakryciem głowy w kształcie rożka (cucurucho to rożek/stożek), spod którego widać tylko oczy (i to też nie zawsze). Cucuruchos to zwykli ludzie: pracujący, bezrobotni, chorzy i zdrowi. Idąc w pochodzie, wyznają swoje grzechy i proszą o przebaczenie i pokutę. Dlaczego mają zakryte twarze? Nie ze wstydu, ale dlatego, aby swe twarze i grzechy pokazać tylko Bogu. Verónicas z kolei to kobiety w woalkach, które symbolizują Weronikę ocierającą rany Chrystusa, a także wszystkie kobiety płaczące w trakcie jego Drogi Krzyżowej. Co ciekawe, równouprawnienie zrobiło swoje i, jak kiedyś Cucuruchos i Chrystusi to byli tylko mężczyźni, a kobiety mogły iść tylko jako Veróniki, tak dziś Pań w woalkach jest zdecydowanie mniej i z reguły są to kobiety starsze. Wiele kobiet i dziewczynek idzie w przebraniu Cucuruchos lub niosą krzyże. Niezależnie od wieku czy płci, możliwość wzięcia udziału w procesji jest dla większości z nich zaszczytem, wszak chcą pokazać triumf nawrócenia, siłę pokuty i moc przebaczenia. Ale czy dla wszystkich?

Procesja wywoła w nas bardzo mieszane uczucia. Ja, cały czas, miałam miękkie nogi i ciarki chodziły mi po plecach. Nie z ekscytacji, ale ze skrajnych uczuć, które mną miotały. Coś pomiędzy przerażeniem, litością, trwogą a szokiem. Trudno się patrzy na ból, który uczestnicy procesji sobie zadają. Z drugiej jednak strony, robią to na własne życzenie. W oczach niektórych widać było fanatyczną ekscytację, w innych żal, a jeszcze w innych ogromny ból – zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Niektóre oczy prosiły o przebaczenie, a kolejne mówiły, że nie do końca wiedzą, dlaczego się tu znalazły lub pokazały znudzenie. Najtrudniej patrzyło się nam na niektóre dzieci w procesji. One nie tylko w niej szły, ale niosły ciężkie krzyże, miały korony cierniowe na głowach, lub jedno i drugie… Trudno nam było uwierzyć, że same chciały wziąć udział w tej męce, choć możemy się mylić… Może to wcale nie rodzice je zmusili, ale będąc wychowanym w przeświadczeniu, że udział w procesji to wielki zaszczyt, same chciały? Tego nie wiem, ale widziałam ich cierpiące oczy i serce mi się krajało… Upał (słońce dziś mocno przygrzewało), ciężki krzyż, kilometry (trasa liczyła ok. 4 km) bardzo wolnej procesji i kilka godzin jej trwania to nie jest coś, co w naszej opinii dziecko powinno robić. Ale nie my jesteśmy jego rodzicami, więc nie nam o tym decydować. Nie spodziewałam się, że obejrzenie tej procesji będzie tak mocnym przeżyciem i to bynajmniej nie ze względów religijnych. Przyznam, że momentami czułam się źle, robiąc zdjęcia. Tak, jakbym w jakiś sposób okradała idących w procesji z ich godności czy bólu. Jednak zwyciężyła racjonalność – w końcu to wydarzenie publiczne, w którym dobrowolnie  biorą udział. Nie wszyscy jednak wydawali się mieć jakikolwiek problem moralny. Uliczni sprzedawcy wszystkiego (lodów, wody, soków, owoców, parasoli czy… waty cukrowej) nic nie robili sobie z cierpienia czy wysiłku tych, którzy w procesji szli. „One dolar, one dolar, one dolar” przebijał się przez żałobny akompaniament orkiestry. W końcu biznes to biznes, dużo ludzi równa się możliwość większego zarobku… A zapewne wielu z nich chciałoby iść w procesji, ale potrzeba zarobku, aby wykarmić rodzinę wygrała… W końcu pieniądz rządzi światem.

Ten wpis miał być galerią z akapitem wprowadzenia. Akapit się rozrósł, ale galeria wciąż będzie! Zachęcam Was gorąco do obejrzenia całej (a zdjęć jest duuuużo), ponieważ procesja w trakcie południowoamerykańskiego Semana Santa to wyjątkowe wydarzenie.

UWAGA! Niektóre zdjęcia mogą się wydać drastyczne co wrażliwszym osobom.

Szukacie ciekawych miejsc w Ekwadorze? Zajrzyjcie na stronę o Ekwadorze na naszym blogu!

Co myślicie o takiej celebracji Wielkanocy? Wzięlibyście udział w procesji albo chociaż obejrzeli ją? Jakie jest wasze zdanie, podzielcie się z nami!

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

9

  • travelingilove

    Kwiecień 15, 2017

    Ciężko powiedzieć, by taka procesja budziła we mnie „świąteczne uczucia”. Ciekawa jestem, czy po takiej Męce Pańskiej radość ze Zmartwychwstania jest równie proporcjonalnie celebrowana. Nie wiem, czy wytrzymałabym długo patrząc na procesję. Pewnie też stałabym na „miękkich nogach”…
    Wesołych Świąt, tak serio wesołych! :*

    • Koralina

      Kwiecień 18, 2017

      Nie jest proporcjonalnie obchodzona. W Ekwadorze najważniejsze są obchody Wielkiego Tygodnia, którego zwieńczeniem są procesje wielkopiątkowe. Niedziela wielkanocna nie jest zbytnio celebrowana – obiad z rodziną i tyle. A poniedziałek to już w ogóle powrót do normalności. Już po, ale wiesz, wesołych 😉

  • Travelling Milady

    Kwiecień 15, 2017

    Przerażające, choć na żywo wrażenie jest zapewne spotęgowane po 100 kroć. Myślę, że to jest coś czego warto doświadczyć będąc na miejscu, ale jak dla mnie wystarczy tylko raz. Zostanę przy zającu 🙂 Spokojnych Świąt.

  • Addicted to Travel

    Kwiecień 14, 2017

    Taka procesja to pewnie na niejednym zostawiła by ciężkie wrażenie. Cieszymy się zatem, że my widzieliśmy tę w hiszpańskiej Maladze – była mniej… kontrowersyjna. Na pewno nikt nie nosił tam krzyża z kaktusów czy drutu kolczastego, jak ludzie z Waszych zdjęć.

    • TropiMy Przygody

      Kwiecień 14, 2017

      Te kaktusy i druty to jedno, na mnie większe wrażenie jeszcze zrobiły dzieci, które niosły (dygocząc z wysiłku) ciężkie drewniane krzyże o_O Albo osoby niepełnosprawne idące na kolanach :/

  • Marek Jarek

    Kwiecień 14, 2017

    Dobra czytanka przed jutrzejszym biczowaniem w Sucre. Wczoraj w Potosi byla proba generalna przed Wielkim Piatkiem i oni tak na powaznie sie zaangazowali w zadawanie sobie bolu 🙂

    • TropiMy Przygody

      Kwiecień 14, 2017

      Heh, ciekawe, czy w Boliwii będzie to jeszcze mocniejsze, niż w Ekwadorze.

  • łukasz kędzierski - podróże i fotografia

    Maj 6, 2016

    Niestety nie wiem czemu, ale ten strój i przede wszystkim te szpiczaste czapki kojarzy mi się jednoznacznie z Ku Klux Klan (KKK). Nie ważne, że są innego koloru i sądzę, że gdybym spotkał takie osoby w ciemnej uliczne to wiałbym gdzie pieprz rośnie.
    Sama procesja na pewno zapada w pamięć i pomimo jej brutalnego wydźwięku będę chciał ja zobaczyć na własne oczy. Jeżeli chodzi o dzieci uczestniczące w tej ceremonii, to wydaje mi się, że jest podobnie jak u nas np. w trakcie procesji na Boże Ciało. Oczywiście to kompletnie inny charakter, lecz i tu i tu część dzieci pewnie idzie z własnej nieprzymuszonej woli, część aby móc się pochwalić swoim koleżankom i kolegom, a niestety zawsze znajdzie się jakaś część która jest „namówiona” przez chore wizje swoich rodziców i nie mają wyjścia. Po prostu musza uczestniczyć w tej procesji.

    • Koralina

      Maj 7, 2016

      Nam też się dość jednoznacznie kojarzą z KKK. Właśnie sęk w tym, że pomimo brutalności stoisz tam i się w nią wpatrujesz cały czas, nie możesz oderwać wzroku… Oczywiście, że niektóre dzieci idą z własnej woli, inne nie do końca. Tylko ten widok bardzo smuci, ale co możemy zrobić?

Dodaj komentarz