Skip to content

TropiMy Przygody


Argentyńskie noce: Marcel de Buenos Aires

Argentyńskie noce: Marcel de Buenos Aires

Wybierając miejsce do spania zazwyczaj kierujemy się ceną. A jak wiadomo, niska cena rzadko idzie w parze z jakością. Po wielu nocach spędzonych w tanich i paskudnych miejscach, potrzebowaliśmy w końcu odrobiny luksusu. Padło na Buenos Aires, w którym chcieliśmy zabawić trochę dłużej.

To, gdzie spędzimy noc naprawdę nie ma dla nas większego znaczenia w podróży, szczególnie że zazwyczaj i tak większość dnia spędzamy poza miejscem noclegowym, więc jesteśmy w nim tylko i wyłącznie w nocy. A do tego potrzebujemy jedynie łóżko i łazienkę (najlepiej chociaż z ciepłą wodą, bo o ogrzewaniu w zimnych Andach mogliśmy tylko pomarzyć). Luksusy nie są nam do niczego potrzebne, ale jednak po dłuższym czasie spania w dość kiepskich miejscach zaczęliśmy odczuwać potrzebę zostania gdzieś, gdzie będzie coś więcej oprócz łóżka, podstawowej łazienki i brudu: będzie ładnie i naprawdę czysto. Ta potrzeba zbiegła się w czasie z naszym planowanym przyjazdem do Buenos Aires. Chcieliśmy zostać w stolicy Argentyny trochę dłużej i oprócz zwiedzania, popracować. Postanowiliśmy więc poszukać jakiegoś fajniejszego miejsca na AirBnB. Znaleźliśmy mały hotel Marcel de Buenos Aires, który bardzo przypadły nam do gustu. Skontaktowaliśmy się z właścicielką, pytając o jakość internetu (skoro mieliśmy pracować nad blogiem, był to dla nas ważny argument). Niezwykle sympatyczna i energetyczna Karin odpowiedziała na nasze zapytanie praktycznie od razu, podpytując o blog. I tak od słowa do słowa zaprosiła nas do siebie.

Marcel de Buenos Aires

Zachwyceni, stawiliśmy się w hotelu w umówionym terminie. Piękne, wielkie i drewniane drzwi prowadziły do wnętrza kamienicy kilka kroków od stacji metra, z której wyszliśmy. W środku zaskoczył nas lekki rozgardiasz, bo ostatnie pokoje były akurat wykańczane. Karin powitała nas z szerokim uśmiechem i już wiedzieliśmy, że będzie tu miło. Zostawiliśmy bagaże w naszym pięknie urządzonym pokoju (na ścianie wisiał ładny obraz, było ogrzewanie, a łóżko było pierwszym w Ameryce Południowej, z którego Bartkowi nie wystawały nogi!), poszliśmy porozmawiać z Karin i zobaczyć resztę obiektu: kawiarnię (w której można się napić naprawdę dobrej kawy!), kuchnię z jadalnią oraz salę przeznaczoną na różne eventy (m.in. lekcje tanga czy zajęcia jogi)

Marcel de Buenos AiresOkazało się, że Karin jest Belgijką, która pokochała tango i postanowiła przenieść swoje życie do stolicy tego tańca. Zabrała nastoletnią córkę Nerjis (wulkan energii, która pomaga w prowadzeniu Marcela), ukochanego psa i założyła w Buenos Aires niezbyt typowy hotel. Dlaczego nietypowy? Po pierwsze, jest kameralny i oprócz kilku pokoi są też małe, samodzielne mieszkania na dłuższy wynajem. Po drugie, panuje w nim zupełnie nie-hotelowa atmosfera. Karin lubi rozmawiać ze swoimi gośćmi i choć trochę ich poznać. Nie czuliśmy się tam jak w hotelu, ale jak w odwiedzinach u znajomego. Nam to bardzo odpowiadało, bo wolimy taką atmosferę, a nie hotelowe „ą ę”. Dzięki tej luźnej atmosferze poznaliśmy też innych gości hotelowych (z niektórymi wciąż mamy kontakt), co w klasycznie rozumianym hotelu raczej by się nie wydarzyło.

Na jedzenie też nie możemy narzekać. Ekologiczne produkty na śniadanie, wszystkie potrawy przyrządzane przez Karin są bezglutenowe i mogą być wegetariańskie. Podczas naszego pobytu mieliśmy też okazję uczestniczyć w dobrej i bardzo sympatycznej kolacji z okazji Dnia Niepodległości Belgii, ponieważ Karin organizuje także wydarzenia związane z jej krajem pochodzenia. Wystrój hotelu też nie pozwala zapomnieć o korzeniach właścicielki. Na pięknej, ceglanej ścianie wiszą stare tabliczki z nazwami belgijskich stacji kolejowych. Po wielu brzydkich miejscach, w których spaliśmy, Marcel był miodem na nasze stęsknione estetyki serca.

Marcel de Buenos Aires

Czy coś było nie tak? Kilka razy w trakcie naszego pobytu nie było przez chwilę ciepłej wody i prądu (a tym samym internetu), ale było to związane z pracami wykończeniowymi ostatnich pokoi. Wiemy, że już teraz wszystko jest całkowicie skończone, więc takie przypadki nie powinny się już wydarzać. Jeśli będziecie szukać noclegu w Buenos Aires, możemy z czystym sumieniem polecić Wam Marcel de Buenos Aires głównie za atmosferę, jaka w nim panuje, za to, że jest ładny i czysty oraz za lokalizację – nie w samym centrum, więc jest cicho, ale tuż przy stacji metra, z której można się dostać wszędzie, bo metro w Buenos działa świetnie! My byliśmy zimą, więc akurat nie działał, ale w Marcelu jest też basen, nad którym można się latem wylegiwać 🙂 To naprawdę było nasze najlepsze miejsce noclegowe podczas podróży po Ameryce Południowej, nie licząc nocy spędzonych w gościnie lub na Couchsurfingu, bo to zupełnie inna kategoria noclegu (i nasza ulubiona!).

Marcel de Buenos Aires

Ten artykuł zawiera lokowanie produktu. O co chodzi? 

Szukacie ciekawych miejsc w Argentynie? Zajrzyjcie na stronę o Argentynie na naszym blogu!

Macie swoje ulubione hotele/hostele, do których wracacie lub chcielibyście wrócić? Podzielcie się w komentarzach!

Dodaj komentarz