Skip to content

TropiMy Przygody


Rok w podróży – co nam się przydało, a co nie?

Rok w podróży – co nam się przydało, a co nie?

Nie wiedzieć kiedy, minął nam rok w podróży! Nie będziemy podsumowywać, ile się w tym czasie wydarzyło ani jak bardzo zmieniło się (lub nie) nasze patrzenie na świat. Co zatem zrobimy na 1. urodziny podróży? Odpowiemy na pytanie, które niejednokrotnie słyszeliśmy: czy wszystko, co spakowaliśmy się nam przydało? Zapraszamy na praktyczne, bagażowe podsumowanie roku w podróży!

Jak spakować się w podróż dookoła świata?

Na początku tekstu warto przypomnieć sobie, co zabraliśmy w podróż dookoła świata oraz (o co często pytacie) jak skompletować sprzęt na taką podróż. Przyznać musimy, że nie jest to łatwe zadanie. My przed wyjazdem spędziliśmy wiele czasu przed komputerami, aby nie bazować jedynie na własnym (jakby nie patrzeć nikłym wtedy w podróżowaniu dookoła świata) doświadczeniu, ale i ludzi mądrzejszych od nas.

Z perspektywy roku przyznać musimy, że to co spakowaliśmy i jak się spakowaliśmy sprawdziło się prawie idealnie! Trudno powiedzieć, czy to zasługo szczęśliwego trafu, naszego ogarnięcia tematu, dobrego researchu w internecie, czy wszystkiego po trochu. Fakt jest jednak taki, że nie popadając w przesadną skromność przyznać sobie możemy 9/10 🙂 Jednak jak w każdej dobrej książce i tutaj zamieścić trzeba drobną erratę, która dla osób stojących przed podobnym dylematem jak my przed rokiem powinna dopełnić obrazu.

Co przydało się w podróży bardziej niż się tego spodziewaliśmy?

Zacznijmy od paru pozytywnych zaskoczeń. Mniej lub bardziej banalne, ale czy nie jest tak, że o tych najprostszych rzeczach zazwyczaj się zapomina?
rok w podróży

1. Bielizna „techniczna” i „termalna” – lekka, oddychająca, cieplejsza, szybkoschnąca, sprawdzająca się w wielu warunkach. Nie tylko jako docieplenie na szlaku, ale również jako „pidżama” w zimnym namiocie czy chroniąca od słońca koszulka na długi rękaw na palącej słońcem pustyni. Bielizny termicznej, jak również takiej sportowej, lekkiej, wygodnej, szybkoschnącej i oddychającej brałbym na następny wyjazd jak najwięcej. A w zasadzie tylko taką jeśli ma się trochę pieniędzy, aby w nią zainwestować.

2. Mapy off line – rzecz banalna, ale ważna. Przyzwyczajeni do europejskiego lenistwa map online pamiętać musimy o tym, że wybierając się w miejsca, gdzie i zasięgu telefonicznego często brak, o internecie możemy zapomnieć. My akurat korzystaliśmy z MapsMe, ale podobnych aplikacji do wyboru jest sporo. Zaleta to nie tylko dosyć szczegółowe mapy zarówno miast, jak i prowincji, miejsc użyteczności publicznej, ale również zaznaczone główne szlaki turystyczne i ścieżki w górach. Rzadko korzystaliśmy z map papierowych, bo tylko zajmują miejsce w plecaku.

3. Srututki – czy jakoś tak (tytki? srytytki? trytytki?). Pod tą dziwną nazwą (gdyby nie Koralina myślałbym że ta nazwa to żart; słowo, które nie istnieje, jak np. „gleba” w Przyjaciołach) kryją się plastikowe i jednorazowe opaski zaciskowe różnej wielkości, których przerwać ani odpiąć się nie da, jedynie rozciąć. Mają one tysiąc zastosowań. Można nimi np. na prędce zreperować urwany element plecaka, coś do niego przypiąć czy zabezpieczyć jego zamek zostawiając go w przechowalni np. w hostelu czy dworcu. Złodziej albo się zniechęci, albo brak/uszkodzenie paska zaalarmuje nas od razu (bo kto po odbiorze sprawdza całą zawartość plecaka?), że ktoś się do niego dobrał. Dla mnie jedno z hitowych odkryć wyjazdu!

4. Aplikacja-komunikator, a dokładnie Whatsapp działający praktyczne w całej Ameryce Południowej i będący tam popularny na równi z wysyłaniem smsów i dzwonieniem, a może nawet bardziej. Ułatwi wam to kontakt nie tylko z nowo poznanymi ludźmi, ale także z hostelami, informacjami turystycznymi czy innymi usługodawcami, gdyż w wielu tych miejscach z tej aplikacji korzystają i odpowiadają na pytania natychmiastowo. Być może dlatego, że jakoś to tak sprytnie ktoś sobie wymyślił (w marketingu firmy?), iż aplikacja ta w wielu krajach Ameryki Południowej jest darmowa po doładowaniu lokalnej karty sim (nie potrzeba do tego kupować pakietu internetowego), a więc opłaca się bardziej niż smsy.

Rok w podróży – czego mogliśmy nie zabierać?

1. Moskitiera – przydała nam się raz. Przez rok w podróży!!! W większości miejsc, gdzie są komary, będą i moskitiery. Jeden jedyny raz podmieniłem w Kolumbii hostelową moskitierę na moją, gdyż na tamtej były dziury, a ja spałem w hamaku na dworze. I tyle. Oczywiście zawsze jest małe prawdopodobieństwo, że w waszym hostelu jej nie będzie. Ale wtedy pewnie znajdziecie drugi, w którym są. W naszym przypadku była zawsze, a nasza moskitiera przeleżała na dnie plecaka.

2. Ciepłe ciuchy – trudno nam wymienić co z tych, które zabraliśmy (wymienialiśmy wszystkie we wspomnianym wpisie o pakowaniu) byśmy zostawili. Może po jednej parze ciepłych rzeczy, choć tych akurat dużo nie zabraliśmy, a wbrew powszechnej opinii, że w Ameryce Południowej to ciągle tylko upały, większość czasu spędziliśmy w zimnie. Ale tak naprawdę mogliśmy wziąć po jednej bluzie mniej i częściej robić pranie 😉

Czego nie zabraliśmy w podróż, a powinniśmy byli?

1. Kijki trekkingowe – w zasadzie były kupione, ale zwróciliśmy, bo jakoś już średnio było miejsca w plecaku, a uznaliśmy, że na miejscu sobie wypożyczymy. No i jak na miejscu podliczyliśmy koszta wypożyczenia na wszystkich planowanych trasach, to… kijki kupiliśmy przed pierwszą z nich 🙂
Koniec końców, nie wyszło nam to na złe, bo cena była zbliżona do tych, które nabyliśmy i oddaliśmy w Polsce.

2. Impregnat do butów – i nie mamy na to wyjaśnienia. Historia skończyła się tak, że buty, choć większość czasu dzielnie znosiły najróżniejsze warunki, to pod koniec Ameryki Południowej poległy i przemokły. Treki, przepraszamy 😉

3. Bidony/butelki na wodę – rzecz absolutnie ważna, zwłaszcza w krajach, gdzie woda sklepowa kosztuje krocie lub gdy po prostu obchodzi was środowisko. W niektórych miejscach wodę można uzupełniać bezpośrednio z kranu, przegotowywać wcześniej lub skorzystać z tabletek do jej uzdatniania. Butelka daje oszczędność kasy i plastiku. Kupiliśmy sobie w pewnym momencie i wciąż używamy.

4. Drugi czytnik do książek – podróż to setki godzin w autobusach i innych środkach transportu. Jeśli zamiast setek książek bierzecie czytnik i myślicie, że jeden na parę wam wystarczy, bo „możecie się wymieniać, a druga osoba w międzyczasie może robić coś innego” to uwierzcie nam, mylicie się 😉
Teraz naprawiliśmy ten błąd i już więcej nie musimy ze sobą rozmawiać, bo możemy czytać 😉

5. Normalne ciuchy – wpadliśmy przed podróżą w pułapkę użyteczności. Większość naszej odzieży była techniczna, miała konkretne funkcje i zastosowania. Na krótszą metę to się świetnie sprawdza. Na dłuższą, czujecie się jak sprzedawca w sklepie outdoorowym, który załapał się na 10-miesięczną zmianę. Dlatego pakując plecak wrzućcie również jakiś fajny ciuch czy dwa, aby czasami poczuć się inaczej, fajniej 😉 Tym razem tego błędu nie popełniliśmy i dzięki Passenger Spot zabraliśmy w podróż po takim zestawie super koszulek. Motyw podróżniczy zachowany 🙂
rok w podróży

I tyle, lista może nie jest zbyt długa, ale to tylko świadczy o tym, że nasze 9/10, jakie wystawiliśmy sobie na początku tekstu nie było jedynie klepaniem się po ramieniu „bo to nasz blog i nam wolno” 😉

Wszystko to, mieszące się u każdego w jednym większym i jednym małym plecaku sprawdziło się nam zarówno w dżungli, wysokich górach czy pustyni. Sprawdźcie zresztą sami trasę, jaką ze wszystkimi tymi rzeczami przemierzyliśmy. Czy można było zabrać mniej na rok w podróży? Jasne, słyszałem ostatnio o podróżniku jeżdżącym tylko z małym plecakiem, który czystych rzeczy zawsze miał 2-3 sztuki i zamiast je prać, wyrzucał po paru dniach i kupował tanio nowe. Jak kto woli, ale my nie lubimy wyrzucać dobrych rzeczy i nadmiernie wspierać rozbuchany przemysł odzieżowy, więc nie polecamy.

Polecamy wam za to sprawdzić przed wyjazdem, co wam się może przydać w różnych miejscach, np.:
1. podczas rejsu po Amazonce
2. podczas trekkingu w górach Cordillera Blanca
3. czy w trakcie trekkingu po kanionie Colca

A Wy? Macie jakieś swoje hity wyjazdowe, które stały się nimi przez mniejszy lub większy przypadek? A może porażki? Coś, co bez sensu wieźliście ze sobą jedynie jako dodatkowe obciążenie plecaka? Dajcie znać w komentarzach 🙂

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

18

  • mat&ania (lecebochce.pl)

    Styczeń 29, 2017

    O, tak – butelka filtrująca wodę to ważny wynalazek:) Dostaliśmy jakiś czas temu taką, chyba najbardziej popularną butelkę Bobble i zabieramy na każdy wyjazd:) A zakup zwraca się tak naprawdę po pierwszym wyjeździe…

    • Koralina

      Styczeń 30, 2017

      Bardzo je lubimy i też używaliśmy w Polsce i w podróżach po Europie, ale do Ameryki Południowej nie zabraliśmy ze względu na słabą dostępność filtrów. Lepiej więc mieć butelkę bez filtra i wodę albo gotować, oczyszczać tabletkami, używać „lifestraw” lub kupować większą wodę butelkowaną i z niej napełniać sobie mniejsze butelki.

  • Bartłomiej Paprocki

    Grudzień 19, 2016

    Trzymam was za słowo z tą moskitierą, bo właśnie robię listę sprzętu do Indii i jakoś mi z tą moskitierą nie po drodze (mimo , że wszyscy mówią żeby brać)
    Pozdrawiam 😉

    • Bartek

      Grudzień 20, 2016

      Specyfiki Indii nie znamy 🙂 Pewnie zależy, gdzie będziesz spać. My do Ameryki Południowej zabraliśmy (a tam sporo strefy malarycznej) i żałowaliśmy.

      • Nadia vs. the World

        Grudzień 20, 2016

        Podczas mojej podróży dookoła świata moskitiera też mi się przydała tylko raz! Byłam w południowych Indiach i tam mają moskitiery w hostelach i pensjonatach (gdzie jest dużo komarów). W wielu miejscach ten problem nie występuje. Byłam w Indiach w styczniu.

        • Bartek

          Grudzień 21, 2016

          No właśnie 🙂 Pytanie więc, czy warto wozić na „może się w końcu przyda”? 🙂 No chyba, że ktoś planuje spać w terenie więcej, np. w hamaku 🙂

        • Bartek

          Grudzień 21, 2016

          No właśnie 🙂 Pytanie więc, czy warto wozić na „może się w końcu przyda”? 🙂 No chyba, że ktoś planuje spać w terenie więcej, np. w hamaku 🙂

  • Ready for Boarding

    Grudzień 2, 2016

    O tak, ciuchy od Passenger Spot i ich akcesoria (jak chcoiażby podróżna torba) sprawdzają się idealnie w mniejszych i większych podróżach 🙂

  • PatiCafe

    Listopad 28, 2016

    Wow, jesteście niesamowici! Pozwalam sobie udostępnić Wasz post u siebie na fb, nie wiem ile osób jest w stanie odważyć się na taką podróż, ale może kogoś zainspirujecie 🙂 Bądź co bądź czyta się super. Pozdrawiam, Patrycja/PatiCafe

    • TropiMy Przygody

      Listopad 28, 2016

      Dzięki bardzo! 🙂 Bardzo nam miło!

  • Belson

    Listopad 26, 2016

    Gratulacje ! U mnie bezapelacyjnie musi się znaleźć plandeka a liczba jej zastosowań ogranicza tylko wyobraźnia ;))

    • Koralina

      Listopad 28, 2016

      Dzięki! My tak mamy z taśmą naprawczą 😀

  • Frey Igniter

    Listopad 26, 2016

    Good to know 😉

  • Iri (Iri Sunshine)

    Listopad 26, 2016

    Wszystkiego najlepszego:)) I jeszcze więcej lat w podróży!

    • Bartek

      Listopad 26, 2016

      Dziękujemy 🙂

  • Agnieszka

    Listopad 26, 2016

    Po pierwsze – gratulacje! Po drugie, zaraz kupuję impregnat, po trzecie – świetnie rozumiem problem z koszulkami. Przeżywałam to samo w Azji, choć byłam tam tylko 2 miesiące, a nie rok. W końcu w Bangkoku kupiłam sobie jeansowate shorty, bo ile można chodzić na imprezy w trekach.

    • Bartek

      Listopad 26, 2016

      hahaha to prawda, swoją drogą warto by uzupełnić, że w miarę możliwości to nie tylko ciuchy, ale i but jakiś „normalny” się przydaje, ja w Ekwadorze do treków i sandałów dorzuciłem trampki 😉

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: