Skip to content

TropiMy Przygody


Polskość z dala od Polski: Polacy w Argentynie

Polskość z dala od Polski: Polacy w Argentynie

Patrzymy na wielki, drewniany dom w stylu zakopiańskim. W środku restauracja, serwują pierogi, chleb, golonkę z kapustą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jesteśmy na północy Argentyny, w regionie Misiones, w mieście Obera. Mamy niesamowite szczęście uczestniczyć tu w corocznym Festiwalu Imigrantów.

Wiedzieliśmy, że w Misiones żyją Polacy, którzy emigrowali tu pod koniec XIX, a później w XX wieku. Wiedzieliśmy, że chcemy się z nimi spotkać i porozmawiać. Nie spodziewaliśmy się jednak, jak wiele emocji i pięknych wrażeń nas czeka!

Międzynarodowa fiesta

Ale od początku. Skontaktowaliśmy się ze stowarzyszeniem polonijnym w Posadas i otrzymaliśmy odpowiedź od przesympatycznej Fabiany, że chętnie się z nami spotka. Zasugerowała również, żebyśmy pojechali do Obery, bo akurat za kilka dni w mieście rozpoczyna się coroczna Fiesta del Inmigrante (Festiwal Imigrantów). Nam dwa razy powtarzać nie potrzeba. Zmodyfikowaliśmy nasz plan i pojechaliśmy do Obery. Przywitały nas flagi różnych krajów i centrum przyozdobione makietami tradycyjnych domów z 16 różnych krajów pochodzenia imigrantów z początku XX wieku. W organizacji festiwalu bierze udział 16 wspólnot, dbając o kulturę i zwyczaje, które przywieźli ze sobą do Argentyny ich rodzice i dziadkowie. W 1980 roku mieszkańcy postanowili zorganizować wydarzenie, podczas którego będą mogli podzielić się zwyczajami i potrawami z kraju pochodzenia swojego lub swoich przodków. I tak co roku we wrześniu wspólnoty: polska, czeska, niemiecka, francuska, portugalska, arabska, japońska, hiszpańska, nordycka, ukraińska, rosyjska, paragwajska, brazylijska, szwajcarska, włoska i argentyńska organizują festiwal, gdzie dumnie prezentują swoje pochodzenie w najlepszy możliwy sposób: poprzez kuchnię, tańce, tradycyjne ubiory oraz zabawę. Ten festiwal jest niezwykły nie dlatego, że w jego trakcie odbywają się jakieś wielkie wydarzenia. Jest wyjątkowy, ponieważ mieszkańcy dzielą się z innymi kulturą, którą często znają jedynie z opowieści swoich dziadków lub rodziców, ale jest w nich tak głęboko zakorzeniona, że utożsamiają się z nią na równi z kulturą argentyńską (a czasem i bardziej).

Polacy w Argentynie

Fiesta odbywa się w Parque de las Naciones (czyli w Parku Narodów). Stoją tam tradycyjne domy poszczególnych wspólnot. Polski dom jest całkiem spory, zbudowany w stylu zakopiańskim. W środku jest nie tylko restauracja, ale i polska wystawa, mapy, zdjęcia, flagi. W menu restauracji pierogi, golonka, kiełbasa, chleb, piwo, wódka. Już sobie ostrzymy zęby na te pierogi, ale jeszcze nie serwują posiłków. Idziemy więc podpatrzeć, co tam u innych narodowości ciekawego. Kiedy wracamy do „naszego” domu, restauracja powoli się zapełnia. Młodą kelnerkę witamy „dzień dobry”, ale na jej twarzy wywołuje to jedynie grymas niezrozumienia. Zamawiamy więc pierogi po hiszpańsku, trochę rozczarowani. Po pierogach ruskich z ricottą i cebulą (a gdzie ziemniaki, ja się pytam?) siedzimy przy winie. Restauracja pęka już w szwach, a do nas w pewnym momencie podchodzi mężczyzna w koszulce z polskim godłem. Zagaduje po polsku, ale szybko przechodzimy na hiszpański. Chwilę później przyprowadza z kuchni Panią Angelę (przedstawiła się nam jako Aniela), która te pierogi lepiła i chleb piekła. Wprawdzie Pani Angela jest Ukrainką z pochodzenia, ale przybyła do Obery z mężem Polakiem (który swoją drogą zbudował ten zakopiański dom w Parku Narodów) i zawsze bliżej jej było do tutejszej polskiej społeczności. Nasze spotkanie było wyjątkowo wzruszające, gdyż dość już wiekowa Pani Angela nie spodziewała się, że jeszcze przed śmiercią porozmawia chwilę po polsku z Polakami, którzy sami z siebie do Obery przyjechali (zdarzają się jakieś delegacje z ambasady, ale podobno też niezbyt często). Polacy z własnej, nieprzymuszonej woli raczej tu nie zaglądają, a przynajmniej Pani Angela o nich nie wie. A tu proszę, dwójka zbłąkanych wędrowców z Polski wcina jej pierogi 😉

Polacy w Argentynie

Nasza rozmówczyni zabrała nas do kuchni, pokazała co i jak gotują, po czym chciała nas nakarmić kolejnymi potrawami, no bo jak to jeszcze ich golonki nie próbowaliśmy?? Najedzeni grzecznie podziękowaliśmy, więc… dostaliśmy porcję na wynos. Niezwykle ciepłe przyjęcie nas przez Panią Angelę i jej wzruszenie wzbudziło i wzruszenie w nas. To był jeden z najpiękniejszych momentów naszej podróży, ponieważ miał ogromne znaczenie nie tylko dla nas, ale i dla osób, na których drodze się pojawiliśmy. Zanim się pożegnaliśmy, udzieliłam krótkiego wywiadu do programu radiowego prowadzonego przez Hugo (pół-Duńczyka, pół-Guarani), męża jednej z potomkiń Polaków, obejrzeliśmy piękne, tradycyjne tańce zespołu Ballet Nasza Mała Polska de la Colectividad Polaca de Oberá i próbowaliśmy odpowiedzieć tancerkom na pytanie „z którego regionu pochodzi mój strój?”. Pojęcia nie mieliśmy. Okazało się, że nasza wizyta w polskim domu podczas festiwalu była równie wielką atrakcją dla nas, co dla potomków Polaków tam żyjących. Piękne chwile! I niezwykłe jest to, jak w Oberze różne kultury mieszają się ze sobą, przenikają, a jednak bardzo wyraźnie daje się zauważyć ich odrębność. I funkcjonują tak obok siebie od ponad 100 lat. Choć nie zawsze były festiwale i było tak różowo, jak teraz.

Polacy w Argentynie

Trudne początki w Misiones

Po wizycie w Oberze przyszedł czas na Posadas. Tutaj spotkaliśmy się z Fabianą (wnuczką Juana Szychowskiego, założyciela jednej z najbardziej znanych marek yerba mate na świecie, marki Amanda – kojarzycie z polskich półek sklepowych? To właśnie Polak ją stworzył, a w Apostoles znajduje się jego muzeum), Luisem (Ludwigiem) oraz Panią Kasimirą (Kazimierą), która jest jedną z ostatnich pamiętających Polskę i przybycie do Misiones. Z kilkugodzinnych rozmów dowiadujemy się, że Polacy którzy przybyli do Misiones z wielkimi nadziejami na lepszą przyszłość zastali… wprawdzie żyzną, ale porośniętą gęsto dżunglą ziemię. Statek po przybiciu do „portu” (dwie kołyszące się na boki dechy prowadzące na błotnisty i zarośnięty brzeg) odpłynął, a oni zostali zdani sami na siebie. W nieznośnym upale, ze śmiercionośnymi komarami, tropikalnymi chorobami, ale z rękoma gotowymi do pracy. I tymi gołymi rękoma karczowali lasy, przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa musieli uczyć się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat, wiedza przywieziona z Europy na niewiele się zdała. Wielu z nich zmarło, a Ci, którzy przeżyli, pomimo sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli najszczęśliwsi.

Polacy w Argentynie

Polskość wciąż żywa

Brakowało im polskiego jedzenia, języka, tradycji. Starali się więc jak najlepiej kultywować polskość w domach. Robili to na tyle skutecznie, że dziś wielu ich potomków interesuje się polską kulturą, czego świadkami byliśmy w Oberze. Niektórzy z nich, jak choćby Fabiana i Luis urodzili się już w Argentynie, a wciąż czują się bardziej Polakami niż Argentyńczykami. Chcą rozwijać stowarzyszenie i rozbudzać polskość w młodzieży, która coraz bardziej traci zainteresowanie swymi korzeniami. Uczą języka polskiego, organizują zabawy, tańce, spotkania, gromadzą literaturę, zdjęcia, wysyłają młodych na programy studenckie do Polski i przekazują historię. Planów na rozwój mają sporo, ale to wymaga pracy, a przecież stowarzyszeniem zajmują się po godzinach pracy.

Byliśmy pod wielkim wrażeniem tej energii, która napędza ich do działania. Miłości do ojczyzny, którą przecież często znają tylko z opowieści. Polskiego patriotyzmu, który płynie w ich argentyńskiej krwi. Wyidealizowanego obrazu Polski, przypominającego fragmenty z „Pana Tadeusza”, a przecież Polska taka nie jest. Czas spędzony w Misiones jest dla nas bardzo ważny i chcielibyśmy wrócić do Misiones za kilka lat, żeby zobaczyć, jak rozwija się stowarzyszenie, jak rozwija się ich miłość do dalekiej ojczyzny ich serc.

Szukacie ciekawych miejsc w Argentynie? Zajrzyjcie na stronę o Argentynie na naszym blogu!

Gdyby ktoś z Was chciał odwiedzić potomków Polaków w Misiones, być może wesprzeć ich wolontaryjnie lekcjami języka polskiego czy spotkaniem poświęconym polskiej kulturze lub przekazać jakieś pamiątki czy literaturę (na pewno baaardzo się ucieszą) albo po prostu z nimi porozmawiać, dajcie znać – skierujemy Was do odpowiednich osób 🙂

Zobaczyliśmy zupełnie nową dla nas, piękną odsłonę „polskości”. Jesteśmy ciekawi, czym dla Was jest polskość? Jak objawia się wasza miłość do ojczyzny i patriotyzm? Podzielcie się w komentarzach!

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

8

  • Karolina

    Luty 13, 2017

    Czesc, ja niedlugo wybieram sie do Argentyny i moze pojade do Missiones, czy mozecie mnie skontaktowac z tamtejsza Polonia? podac maila kontaktowego? 🙂 chcialam do Was napisac maila ale nie moglam sie wklikac w ten podany w kontakt wiec pisze tu 😉

  • MorzeBałtyckie

    Styczeń 17, 2017

    Wspaniała fotorelacja, zazdroszczę podróży:)

  • Sądecki Włóczykij | Kuba

    Styczeń 16, 2017

    Piękny dom w stylu zakopiańskim! Ah, zawsze jakoś rozgrzewa serce człowieka ten widok, kiedy widzi się rodaków zagranicą dbających o swoje dziedzictwo, chcących się uczyć języka i gotujących jakies polskie specjały. A w tak odległej Argentynie taki widok tym bardziej pewno chwyta za serce, tak? 🙂

    • Koralina

      Styczeń 18, 2017

      Owszem, chwyta za serce i to bardzo! Sami zdziwiliśmy się jak bardzo 🙂

  • Kropka na mapie

    Styczeń 15, 2017

    Piękną, polską sztukę ludową i narodową, w kraju jak i poza jego granicami kultywuje Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. To jedna z największych polskich marek artystycznych rozpoznawalnych na świecie. To profesjonalizm i kunszt artystyczny, który dostarcza wzruszeń i niezapomnianych przeżyć podczas tras koncertowych dla Polonii na całym świecie. Ale to również wszystkiego inne, amatorskie zespoły Pieśni i Tańca, które podróżują po różnego rodzaju festiwalach, dostarczając tamtejszej Polonii i nie tylko pięknych chwil, dzięki którym mogą poczuć się jak w ojczyźnie. Piękna sprawa. Sam tańczyłem a amatorskim ZPiT przez 15 lat, wyjeżdżając na różnego rodzaju festiwale międzynarodowe. Piękne chwile, niezapomniana wymiana i doświadczenie różnorodności!

    • TropiMy Przygody

      Styczeń 15, 2017

      Śląsk jak Śląsk, polecam Zespół Taneczny ” Krąg ” ze Świdnicy 🙂 Takich ambasadorów mamy w Polsce setki i bardzo dobrze 🙂 Tym bardziej wzruszają podobne rzeczy, które dzieją się tak daleko od kraju, robione przez ludzi, z których większość nigdy Polski nie widziało, ale się z nią identyfikuje 🙂

Dodaj komentarz