Skip to content

TropiMy Przygody


Rok w Nowej Zelandii. Podsumowanie 2017

Rok w Nowej Zelandii. Podsumowanie 2017

Coroczne podsumowanie to już nasza mała tradycja. Dwa lata temu pisałam je leżąc w hamaku w kolumbijskim Salento. Rok temu podsumowanie powstało w nowozelandzkim Queenstown, a tegoroczne powstaje na Dolnym Śląsku, w domu rodzinnym.

Tegoroczne podsumowanie nie będzie aż tak niezwykłe jak w 2016 roku (a może jednak?), bo i rok był zdecydowanie spokojniejszy i wolniejszy. A jednak minął wyjątkowo szybko… No to co się działo w 2017?

STYCZEŃ

W styczniu mieszkaliśmy i pracowaliśmy w niesamowicie położonym Queenstown. Rok rozpoczęłam z przytupem, bo spełniłam jedno z moich największych marzeń i… skoczyłam na bungee tam, gdzie ten sport miał swój komercyjny początek. Pierwszy raz lecieliśmy również helikopterem. Ponadto robiliśmy sobie wycieczki po okolicy, rozkoszowaliśmy się pięknymi zachodami słońca nad jeziorem Wakatipu i cieszyliśmy się bardzo długimi dniami. Praca w hotelu zaczęła nas nudzić i męczyć, a dodatkowo z końcem stycznia musieliśmy wyprowadzić się z naszego 4. wynajmowanego miejsca od początku pobytu w Queenstown (czyli od końca listopada).

LUTY

Właśnie ten problem mieszkaniowy w Queenstown przyspieszył naszą decyzję o przeprowadzce do innego miejsca. Nie wiedzieliśmy dokąd chcemy się przeprowadzić, wyruszyliśmy więc w nasz pierwszy roadtrip po Wyspie Południowej. Pojechaliśmy m.in. do Milford Sound, na południowe krańce wyspy, do Dunedin, gdzie odwiedziliśmy po raz kolejny naszych bliskich znajomych z Vathsan Clan i na koniec dotarliśmy do Christchurch. W międzyczasie przyznano mi wizę IEC do Kanady, długo jeszcze przyszło nam czekać na tę dla Bartka.

MARZEC

Z samym końcem lutego rozpoczęliśmy pracę w dużym magazynie w Christchurch. Znaleźliśmy ją przez agencję pośrednictwa pracy i to była najdziwniejsza, ale też najłatwiejsza praca, jaką przyszło nam w Nowej Zelandii wykonywać. W wolne weekendy poznawaliśmy miasto, zwiedzaliśmy okolice Christchurch i odpoczywaliśmy na naszym ulubionym Banks Peninsula, w tym na maleńkiej wyspie Quail.

KWIECIEŃ

Z początkiem kwietnia nasz kontrakt w magazynie dobiegł końca, a my postanowiliśmy nie szukać kolejnej pracy w mieście, ale w kolejnym, nowym miejscu. Celowaliśmy w okolice Picton na północy Wyspy Południowej, ale przypadkowo wysłane CV do małego, ale urokliwego Lake Tekapo zaowocowało propozycją pracy. Mieliśmy znowu zrobić sobie dwutygodniowy roadtrip, a już tydzień po wyjechaniu z Christchurch zaczynaliśmy nową pracę. Wykorzystaliśmy więc ten tydzień na zobaczenie najwyższej góry Nowej Zelandii – Mount Cook oraz odwiedzenie naszych blogowych znajomych z 4ever Moments, których poznaliśmy we Wrocławiu, a którzy wrócili do Nowej Zelandii i zamieszkali w pobliskim miasteczku.

MAJ

Wstępnie planowaliśmy przenieść się na Wyspę Północną w połowie naszego pobytu, czyli właśnie w maju. Tak nam się jednak w naszym małym Lake Tekapo spodobało, że postanowiliśmy zostać w nim trochę dłużej. Miesiąc upłynął nam spokojnie na pracy i cieszeniu się przepiękną jesienią w Lake Tekapo. Poznaliśmy naszych polskich sąsiadów z drugiej strony przełęczy, czyli Vvagary.pl, którzy pracowali tylko 30 km od nas. Pod koniec miesiąca wybraliśmy się na noc w góry, do malutkiej chatki. Było cudownie! Równie niezwykła była zorza polarna, która dwukrotnie pokazała się nam w maju.

CZERWIEC

W czerwcu coraz bardziej zaczynało doskwierać nam zimno, ale śniegu wciąż nie było. Wraz ze startem kalendarzowej zimy otwarto w Lake Tekapo lodowisko, z czego ochoczo skorzystaliśmy. Jeździliśmy na wycieczki w okolice, np. nad przepiękne Jezioro Benmore. Przeprowadziliśmy się do nowego, cieplejszego domu, bo w poprzednim śniadania jadaliśmy w kurtkach i czapkach. Jeszcze w starym domu odwiedziła nas Kami Everywhere, a pomiędzy przeprowadzką zrobiliśmy sobie długi weekend i pojechaliśmy ponownie odwiedzić Vathsan Clan w Dunedin. Wreszcie, po wielu formalnych przejściach, Bartek dostał swoją wizę do Kanady (jeeeej!). To przypieczętowało nasze plany na 2018 rok i sprawiło, że zaczęliśmy planować kolejne miesiące i kupować potrzebne nam bilety lotnicze.

LIPIEC

W lipcu przyszła zima. Piękna i biała. Lepiliśmy bałwany, zachwycaliśmy się widokami i zaczynaliśmy szukać nowej pracy, bo z końcem miesiąca mijały nam ograniczone naszą wizą 3 miesiące pracy dla jednego pracodawcy. Nie chcieliśmy się wyprowadzać jeszcze z Tekapo i udało nam się znaleźć nowe prace w miasteczku, które mieliśmy zacząć w sierpniu.

SIERPIEŃ

Sierpień przyniósł zmianę prac, nasze fajnie spędzone urodziny i… znudzenie. Już zaczynaliśmy mieć dość pracy, dość Lake Tekapo, a tak naprawdę to przesyciliśmy się rutyną. Czekaliśmy już z niecierpliwością na wrzesień, bo z jego początkiem ruszaliśmy ponownie w drogę.

WRZESIEŃ

Wrzesień nadszedł, pożegnaliśmy znajomych w Lake Tekapo i wyruszyliśmy w drogę. Zaczęliśmy od odwiedzenia Vvagarów w Queenstown i pojechania z nimi ponownie do Milford Sound. Potem zjeździliśmy deszczowe Zachodnie Wybrzeże, przez niespodziewane opady śniegu prawie utknęliśmy na przełęczy Arthur’s Pass, a trochę słońca złapaliśmy dopiero na samej północy Wyspy Południowej. Przeprawiliśmy się promem na Wyspę Północną, w Wellington świętowaliśmy 2. rocznicę ślubu, a potem pojechaliśmy zobaczyć wulkan Taranaki. Od niego kierowaliśmy się na północ, m. in. do Rotorua, Hobbitonu, na półwysep Coromandel, a potem powyżej Auckland, do Northlandu i na sam północy kraniec Nowej Zelandii.

PAŹDZIERNIK

Już w październiku zjechaliśmy z północy do Auckland, błyskawicznie udało nam się sprzedać naszego kochanego Kiwózka, co złamało nam serca, bo sporo czasu służył nam za dom i szkoda było się pozbywać tak dobrego auta – członka naszej ekipy. W połowie miesiące wylecieliśmy do Australii, ale nie obyło się bez stresu – nie przyznano mi wizy turystycznej od razu, jak zazwyczaj się to dzieje i dopiero po prośbach i interwencji w australijskim Urzędzie Imigracyjnym, na dzień przed planowanym odlotem dostałam wizę (pamiętajcie, żeby aplikować o nią z dużym wyprzedzeniem, żebyście nie mieli takiej niespodzianki jak ja miałam) 🙂 Żeby było zabawniej, ze względów pogodowych samolot nie wylądował – jak miał – w Brisbane, ale w Sydney… Dopiero kolejnego dnia linia lotnicza dotransportowała nas do Brisbane. Stamtąd zjechaliśmy do Sydney, odwiedzając po drodze ciekawe miejsca, oglądając kangury i koale.

LISTOPAD

Początek listopada spędziliśmy w outbacku, zachwycając się skałą Uluru, Katja Tuta i King’s Canyon. Stamtąd polecieliśmy na Tasmanię, a stamtąd do Melbourne. Przejechaliśmy Great Ocean Road, a potem dostaliśmy świetną relokację kampera do Sydney – aż na tydzień. Weszliśmy na Górę Kościuszki, zdobywając tym samym nasz pierwszy (i zapewne ostatni) szczyt kontynentu 😉 Powoli dotarliśmy do Sydney i po tygodniu mieliśmy lecieć na Bali. Mieliśmy, ale przez dymiący wulkan nie polecieliśmy. Ponownie zrobiło się nerwowo, bo to właśnie z Bali pod koniec listopada mieliśmy wylatywać do Polski na święta, a tu nie było opcji, żeby na to Bali dolecieć i zostaliśmy tydzień dłużej w Sydney.

GRUDZIEŃ

Ponownie udało się dogadać z liniami lotniczymi i finalnie, drożej i mniej wygodnie, udało się dolecieć do Frankfurtu, zahaczając po drodze o Bangkok. Prawie cały grudzień spędziliśmy w Polsce, ciesząc się ze spotkania z rodziną i przyjaciółmi, objadając się do granic możliwości w święta i… powoli szykując się na wyjazd do Kanady, który zbliża się wielkimi krokami – ale to już w 2018!

To był kolejny dobry rok, pełen pięknych przeżyć, dobrych chwil i nieustannej nauki o sobie i otaczającym nas świecie. Już nie możemy się doczekać kolejnego roku i tego, jak rozwiną się nasze plany (a tych mamy całkiem sporo). Wam życzymy ekscytujących momentów, zamiany marzeń na cele i ich realizacji oraz tego, żebyście pod koniec roku ponownie mogli powiedzieć: to był dobry rok! Wszystkiego dobrego kochani!

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 😃 Dziękujemy!

11

  • Asia

    Grudzień 29, 2017

    O rety! Trudno mi uwierzyć, że można znudzić się Nową Zelandią, ale my byliśmy tam tylko 4 tygodnie…:)
    Z niecierpliwością czekamy na relacje z Kanady, bo to również nasz plan na 2018!! 🙂

    • Koralina

      Styczeń 2, 2018

      Trudno uwierzyć, ale widzisz – już za nią super tęsknimy, po prostu nie dogodzisz 😉 To może widzimy się w Kanadzie? 🙂

  • directionswedenGabi

    Grudzień 29, 2017

    Ale wspaniały rok mieliście! I przepiękne zdjęcia 🙂

  • nieśmigielska

    Grudzień 28, 2017

    autko to toyota estima? 😉

    kto wie, może polecimy za Wami do kanady i tam wypijemy wino! dokąd najpierw lecicie?

    • Koralina

      Grudzień 28, 2017

      Estima 🙂 Widziałam, że wy też taką sobie sprawiliście 🙂 No możemy w Kanadzie, ale może i szybciej w Poznaniu? 😉

  • Jonathan Rojas

    Grudzień 28, 2017

    Friends!!!!! Have a great super amazing 2018!!!!! Ahhahahahah I hope to see you as soon as possible and drink some beers or some (a lot) bottles of wine! Hahahahahah ❤️

    • Jonathan Rojas

      Grudzień 28, 2017

      TropiMy it would be perfect!!!!!!

    • TropiMy Przygody

      Grudzień 28, 2017

      Jonathan you too have a fantastic year and let’s drink those bottles of wines in 2018 in Canada! What do you say? :*

  • Marta Bit

    Grudzień 28, 2017

    Piękny rok za Wami! Oby 2018 przyniósł same dobre emocje, niesamowite przygody i zapierające dech w piersiach widoki. Już czekam na pierwsze wpisy z Kanady 🙂

    • TropiMy Przygody

      Grudzień 28, 2017

      Też już się nie możemy doczekać co ta Kanada nam przyniesie, oby nie półroczną zimę :p Dzięki i również jak najlepszego 2018 życzymy!

Dodaj komentarz