Skip to content

TropiMy Przygody


Minimalizm w podróży… i życiu

Minimalizm w podróży… i życiu

10 par spodni, 20 t-shirtów, 4 pary butów, suszarka i inne „niezbędne” sprzęty. Mieści się w bagażu? Świetnie! Szkoda tylko, że bagaż waży 25 kilo… Wprawdzie można wyjeżdżać w podróż z wielkim bagażem, ale po co? Minimalizm w podróży jest niezwykle istotny i ułatwia życie. Warto o nim pamiętać w trakcie przygotowań do wyjazdu, a później, to wchodzi w krew i… zostaje również w codziennym życiu.

Wyjeżdżając w dłuższą podróż wiedzieliśmy, że wiele się nauczymy i tak też się stało. Nie spodziewaliśmy się jednak, że jedną z tych nowych, nauczonych wartości będzie minimalizm. Przed wyjazdem z Polski mieliśmy całkiem pokaźną kolekcję „niezbędnych” przedmiotów, które nie wiedzieć po co kurzyły się tylko w mieszkaniu. Jak wiele tego było zobaczyliśmy dopiero wtedy, kiedy przyszło się nam pożegnać z wieloma z tych rzeczy. Bo ze sobą ich nie zabierzemy, a zostawiać w kartonie „na przyszłość” nie ma po co. Sporo rzeczy sprzedaliśmy, sporo oddaliśmy do organizacji pomocowych. Spakowaliśmy to, co uznaliśmy za niezbędne w podróży i całkiem dobrze nam z tym poszło. Okazało się bowiem, że kilkanaście kilogramów na plecach w zupełności wystarczy do codziennego życia. Mija trzeci rok, kiedy tułamy się po świecie i choć po drodze zmienił nam się sposób podróżowania na bardziej osiadły, wciąż trzymamy się zasady minimalizmu.

Po co nam właściwie ten minimalizm w podróży?

Pamiętam, kiedy przed wyjazdem w podróż podzieliliśmy się na fanpejdżu informacją, co spakowaliśmy i ile to waży. Ktoś nam wtedy skomentował, że w sumie słabo nam to pakowanie wyszło, bo jego znajomi to jeździli tylko z malutkim, dziennym plecaczkiem, a w każdym nowym miejscu kupowali nowe ciuchy, bo przecież tanie, a te, co się w plecaku nie zmieściły wyrzucali. Jasne, może fajnie dla pleców, bo nie dźwiga się tych kilogramów, ale jaki to piękny przykład napędzania i tak już rozbuchanej do granic możliwości maszyny konsumpcjonizmu. Przy okazji, mało to ekologiczne. I właśnie dlatego już wolę dźwigać te moje kilogramy, ale przynajmniej mieć w nim rzeczy, które służą mi latami.

minimalizm-w-podróży

Wychodziliśmy już z takiego założenia przed wyjazdem, ale w trakcie podróżowania naoglądaliśmy się tylu przykładów degradacji środowiska i śmieci walających się tam, gdzie nie powinny, że tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że im mniej przedmiotów będziemy mieć, tym lepiej dla wszystkich. Oceany są zalewane przez plastik, który towarzyszy człowiekowi codziennie i trudno od niego uciec. Kupuje się mnóstwo „niezbędnych” przedmiotów, które bardzo szybko okazują się zbędne i lądują… w śmieciach. Według danych Eurostatu sama tylko Polska w 2014 roku (a od tego czasu na pewno te liczby poszły w górę) produkowała 179 milionów ton śmieci! Naprawdę mamy coraz mniejszą ochotę dokładać się do tak smutnych statystyk, więc… staramy się ograniczać.

Bardzo dobrym sprawdzianem minimalizmu w podróży jest ograniczona pojemność plecaka. Brzmi banalnie, ale za każdym razem, kiedy oczy zapalały mi się do jakiegoś pięknego przedmiotu „na pamiątkę” (a o to akurat nietrudno, bo lubię najróżniejsze drobiazgi z różnych zakątków świata), pojemność mojego plecaka bardzo skutecznie mnie od zakupu powstrzymywała. Czy brak fizycznie namacalnej pamiątki z danego kraju umniejsza mi wspomnienia z podróży? Absolutnie nie, zatem najwyraźniej da się bez niej żyć bez straty dla duszy 😉 Zresztą, mówiąc szczerze, kilka pamiątek z krajów Ameryki Południowej i tak zgromadziliśmy, bo tak całkiem ograniczyć się nam nie udało. Wiemy, że moglibyśmy żyć jeszcze bardziej minimalistycznie, ale wciąż się tego minimalizmu uczymy małymi kroczkami. Nie chcemy popaść też w przesadę i ascezę, więc wciąż szukamy złotego środka.

Pojemność plecaka przydaje się również do ograniczania kupowania przedmiotów, które wydają się niezbędne „teraz”. W Nowej Zelandii, wiodąc – mówiąc po hipstersku #vanlife, mówiąc normalnie – życie w samochodzie, potrzebowaliśmy trochę przedmiotów kampingowych, np. kuchennych. Bardzo dokładnie przemyśleliśmy, co jest nam potrzebne, żeby przypadkiem nie kupić za dużo, bo wiedzieliśmy, że będziemy musieli się tego pozbyć na koniec nowozelandzkiej przygody. A pozbycie się dodatkowych przedmiotów (jako że fanami wyrzucania nie jesteśmy), to zawsze kolejna rzecz do ogarnięcia przed wyjazdem, bo przecież trzeba to jakoś sprzedać lub oddać do organizacji pomocowych. Niby nie jest to wielki problem, ale przy opuszczaniu kraju i zamykaniu swoich spraw, zawsze to jeszcze coś do załatwienia. Warto wtedy podejść do sprawy minimalistycznie i ułatwić sobie życie.

30 elementów garderoby

Może zabrzmi to niezbyt wiarygodnie, ale już 3. rok z rzędu liczba elementów garderoby każdego z nas oscyluje w granicach 20-30 sztuk (łącznie z butami, ale nie wliczając w to bielizny). Da się nie mieć wielkiej i pełnej ciuchów szafy? Da! I to w różnych strefach klimatycznych. Od początku podróży bywaliśmy w miejscach ciepłych i zimnych, gorących i bardzo zimnych. Wprawdzie wymienialiśmy czasem niektóre ciuchy, ale wciąż nasza „szafa” niewiele się zmieniała pod względem ilości. To jest też powód, dla którego wolimy jedną rzecz dobrej jakości zamiast pięciu złej. Wciąż mamy kilka rzeczy, które kupiliśmy ponad 2 lata temu, użytkowaliśmy je bardzo intensywnie, a mają się świetnie (no może nie świetnie, ale wciąż dają radę). Kojarzycie to, jak ma się szafę pełną ciuchów, a i tak chodzi się w kilku zestawach na krzyż? No właśnie, ja to dobrze pamiętam. A zdradzić wam sekret? Jak się ma tylko kilkanaście sztuk odzieży… i tak chodzi się w trzech na krzyż. Serio. Been there, done that.

Telefon i komputer na lata

Minimalizm w podróży (i w osiadłym trybie życia) wymaga ograniczeń nie tylko w garderobie czy kosmetyczce. Mój telefon ma prawie 4 lata i ani mi się śni go wymieniać. Kiedy będąc ostatnim razem w Polsce, weszłam do sklepu z akcesoriami, żeby wymienić osłonkę na ekran telefonu, sprzedawca dość mocno się zdziwił widząc mój stary (ale jaki poczciwy!) model Samsunga. Oczywiście zasugerował, że już chyba najwyższy czas go wymienić na nowszy. Na moje pytanie „po co, skoro ten ma się świetnie i spełnia moje oczekiwania?” nie odpowiedział. Komputer mam od 2013 roku i też nie spieszę się z wymianą. Miał już wstawiany dysk, bo poprzedni padł, zaraz będę musiała wymienić baterię i zasilacz, ale wolę je wymienić niż pozbywać się całego komputera, bo za wiele ich ląduje w śmieciach, które zalewają naszą planetę (W samym 2016 roku na świecie powstało 44,7 miliona ton elektrośmieci. To tak jakby na śmietnik wyrzucić 4,5 tysiąca wież Eiffla. Dane za Uniwersytetem ONZ. Pełen raport możecie przeczytać tutaj). Skalę problemu dobrze ilustruje też projekt fotograficzny Von Wonga, który zebrał ogromne ilości elektrośmieci i stworzył z nich scenerię do swoich zdjęć. Filmik poniżej, a po informacje o samym projekcie odsyłam na stronę Wonga.

Podróż bardzo pomogła nam we wprowadzaniu minimalistycznego podejścia do życia. Dzięki temu znacznie łatwiej jest nam zacząć chwilowe osiadłe życie w Kanadzie, bo nie potrzebujemy tak wielu rzeczy. Dopóki jednak na własnej skórze nie przekonaliśmy się, że nie potrzeba nam tych wszystkich zbędnych przedmiotów, nie wiedzieliśmy, że są zbędne i że ich przeznaczeniem będzie śmietnik.

I właśnie po to nam minimalizm. Żeby nie dokładać kolejnej cegiełki do nadmiernego konsumpcjonizmu napędzanego reklamami i chęcią zysku wielkich korporacji. Żeby nie produkować nadmiernej ilości śmieci, bo – nie oszukujmy się – właśnie tam kończy większość kupowanych przedmiotów.

To pierwszy artykuł z serii, będziemy rozwijać tematykę minimalizmy i „zero waste” na blogu. Jeśli macie swoje sposoby na minimalizm i bycie zero waste w podróży i życiu albo jest coś, o czym chcielibyście u nas poczytać, dajcie znać w komentarzach!

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 😃 Dziękujemy!

19

  • Tripkiller

    Marzec 28, 2018

    W podróży im mniej bagażu tym lepiej zdecydowanie.

    • Koralina

      Marzec 29, 2018

      Zdecydowanie tak 🙂 Ale i później w życiu się przydaje 🙂

  • traveLover

    Marzec 26, 2018

    Dziś trafiłam na Waszego bloga! Bardzo rzetelne teksty! Gratuluje 🙂 A co do minimalizmu, też o nim pisałam trochę ostatnio 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • W podróży. Od czasu do czasu

    Marzec 23, 2018

    W podróży najlepiej widać, jak mało jest nam potrzebne do życia 🙂

  • One Way 2 Freedom

    Marzec 23, 2018

    Świetny artykul, wspominałam o tym przy okazji moich dwóch tekstów blogowych! <3

  • Anonim

    Marzec 23, 2018

    No i ukradliscie mi temat :p

    • TropiMy Przygody

      Marzec 23, 2018

      Myślę, że jeszcze nie wszystko w temacie zostało powiedziane, więc droga wolna 🙂 Chętnie przeczytamy!

  • travelingilove

    Marzec 23, 2018

    „How much does he lack himself, who must have many things?”
    (Sen-no Rikyu) 🙂

  • Anonim

    Marzec 23, 2018

    Z wyjazdu na wyjazd coraz mniej ze sobą zabieramy, dużo daje do myślenia jak się przyjeżdża i ma się w plecaku czyste rzeczy 😉
    Poza tym wszelkiego rodzaju usługi prania są na tyle tanie że można sobie zrobić pranie podczas wyjazdu…

    ps. problemem jest jeszcze przywożenie „pamiątek” w postaci t-shirtów itp..

  • Anonim

    Marzec 23, 2018

    Fajnie, że jesteśmy w jednej drużynie minimalistów i less wastowców! 🙂

    • TropiMy Przygody

      Marzec 23, 2018

      Dobrze, że jest nas więcej! 🙂

    • Marcel

      Marzec 25, 2018

      Chyba również mogę się podpisać pod tym 🙂 chociaż niektóre rzeczy lubię kupić na miejscu i przywieźć je ze sobą jako funkcjonalną pamiątkę. Fajne uczucie zakładać koszulkę np. z tajlandii i od razu wspomnienia wracają 🙂

      • Koralina

        Marzec 26, 2018

        Jasne, też całkiem nie rezygnujemy z pamiątek, ale właśnie staramy się wybierać takie, które nie tylko przypomną o miejscu, ale będą również funkcjonalne 🙂

Dodaj komentarz