Skip to content

TropiMy Przygody


El Rocio i Doñana, czyli tam, gdzie zatrzymał się czas, a flamingów nie ma

Na naszej mapie podróży kolejnym punktem po Sevilli był Park Narodowy Doñana, wpisany na Listę UNESCO, bogaty w faunę, zajmujący podmokłe tereny. Wiecie, flamingi, kormorany, itp. Zdjęcia prezentowały się niesamowicie (szczególnie te flamingi!), opisy też brzmiały zachęcająco, więc zdecydowaliśmy się tam pojechać.

Czytaj więcej

Sevilla: o flamenco i spotkaniach, które zostawiają ślad w sercu

Myślę, że stolica Andaluzji i kultury flamenco byłaby fajnym miastem do życia. Sevilla jest mniej więcej wielkości Wrocławia, więc nie za mała, ale też nie za duża. Wprawdzie nie zakochałam się w tym mieście, ale przez jakiś czas mogłabym w nim mieszkać. Dlaczego? Ma jakiś taki fajny klimat. Chociaż mówiąc o Sevilli z punktu widzenia turysty, warto ją z pewnością odwiedzić, ale raczej nie rzuca na kolana. Przynajmniej mnie nie rzuciła. Ale warto przyjechać chociażby dla jednej rzeczy: pokazu flamenco.

Czytaj więcej

Biało-niebieskie miasto kwiatów: Cordoba

Podczas gdy ja jestem gdzieś pomiędzy Porto a Lizboną (o czym nie pozwalam Wam zapomnieć za pomocą Facebooka i Instagrama), Wy możecie poczytać o mieście leżącym stosunkowo niedaleko stąd, a mianowicie o hiszpańskiej Cordobie, aby pozostać w tym południowym klimacie, w którym ja teraz jestem (choć nie jest aż tak ciepło, jak było w Cordobie).

Czytaj więcej

Czy można mieszkać w jaskini?

Nasza krótka wizyta w Gaudix była zupełnie niezaplanowana i trochę przypadkowa. I takie są najfajniejsze! A wyglądało to tak: w drodze z Alicante do Granady spojrzałam do przewodnika, co o Granadzie mówi. I natknęłam się na wzmiankę o troglodytach w Gaudix. Mieliśmy jakieś 20 kilometrów do zjazdu z autostrady, więc jeśli przewodnik otworzyłabym 10 czy 15 minut później, byłoby za późno. Postanowiliśmy zboczyć z trasy i zobaczyć, jak wyglądają jaskinie współczesnych ludzi.

Czytaj więcej

Alicante – miasto nieokreślone

Alicante to dziwne miasto, którego nie potrafię jednoznacznie określić i zakwalifikować. Z jednej strony niczym specjalnym mnie nie urzekło i niekoniecznie chcę do niego wrócić. Z drugiej – nie do końca jest kurortowe, pomimo że kurortem jest. Nie ma też pięknej, zapierającej dech w piersiach starówki, ale ma taką całkiem sympatyczną.

Czytaj więcej

Samochód=dom?

Zapewne tak, jak jest się w posiadaniu kampera. A co jak ma się Matiza? To samo. Nasz andaluzyjski Groszek (czytaj: zielony Matiz) był nam nie tylko środkiem transportu, ale czasem też stołówką, sypialnią i łazienką. A dlaczego nie jak normalni ludzie, w hotelu czy hostelu? Przecież tam prysznic, normalna kuchnia, normalne łóżko. Cóż, taki był nasz wybór. Nie każdej nocy musimy mieć łóżko, więc jest to dość oczywista oszczędność pieniędzy, ale wbrew pozorom to nie główna zaleta.

Czytaj więcej

Północ-południe Andaluzji

Nasza andaluzyjska podróż podzielona jest na dwie mniej więcej równe części. Nie tylko ze względu na okrężną trasę, której najdalszym punktem była prowincja Sevilla, ale też wedle podziało miasta-wioski i ląd-wybrzeże. Pierwszy tydzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie miast na górze Andaluzji (Granada, Gaudix, Cordoba, Sevilla), a od środy poruszamy się od Cadiz wybrzeżem, niestety, w stronę lotniska w Alicante.

Czytaj więcej

Granada = koszmar kierowców

Tym razem będzie trochę inaczej. Nie będę pisać o tym, co, gdzie i kiedy widzieliśmy (to znaczy będę, ale dopiero po powrocie, razem ze zdjęciami i obszerniej), ale o jakichś drobnostkach lub przemyśleniach „na gorąco”. Było już o śpiworach (btw, radzimy sobie bez nich całkiem nieźle), zatem czas na uwagi kierowcy.

Czytaj więcej