Skip to content

TropiMy Przygody


Kultura pracy w Nowej Zelandii

Kultura pracy w Nowej Zelandii

Kiedy ostatnio usłyszeliście od swoich przełożonych, że wykonaliście dobrą robotę? Że wasza praca jest doceniana? Jak często macie poczucie, że wasza praca jest w ogóle zauważona? Przypomnijcie sobie. Przychodzi z trudem? No właśnie, nam w Polsce przychodziło to z trudem. Spokojnie, spokojnie – nie zmieniamy tematyki bloga na coaching. Chcemy wam tylko opowiedzieć, jaka kultura pracy panuje w Nowej Zelandii.

Słowem wstępu: bazujemy tutaj na naszych własnych doświadczeniach pracy dla sześciu różnych pracodawców oraz na rozmowach ze znajomymi, głównie takimi z wizami Working Holiday, ale i nie tylko. To nie jest socjologiczna analiza kultury pracy w Nowej Zelandii, ani nawet wstęp do niej. To po prostu garść naszych subiektywnych obserwacji, a nie potwierdzone naukowo wnioski o całym społeczeństwie. Żeby potem nie było pretensji 😉

„Świetna robota! Jesteś nieoceniony!”, czyli kultura pracy w Nowej Zelandii taka fajna!

Zanim odpowiem na pytanie „jak pracowało się w Nowej Zelandii?”, zatrzymam się jeszcze przy naszych polskich doświadczeniach. Wprawdzie ja mam niewielkie doświadczenie w pracy etatowej (jak to pozbierać do kupy to wyjdą 2 lata…), ale Bartek ma już większe. I żadne z nas nie przypomina sobie, żebyśmy jakoś nazbyt często byli chwaleni czy doceniani za wykonaną pracę. Wiadomo, czasem jakaś pochwała się zdarzyła, ale raczej rzadziej niż częściej. Za to zaleceń, co i jak można by zrobić lepiej nie brakowało. Nie ma to jak motywacja negatywna… Nigdy się zbytnio nie zastanawialiśmy, jak by się pracowało, gdyby co chwilę słyszeć same pozytywy o własnej pracy: że dobrze wykonywana, że widać efekty, że fajnie, że jesteśmy w firmie. I nie chodzi tu tylko o takie chwalenie dla chwalenia, dla lepszego morale w firmie, ale o sytuację, gdy rzeczywiście dajesz z siebie firmie sporo więcej niż 100%, a nikt tego nie zauważa. I zapewne dalej byśmy się nie zastanawiali, gdybyśmy nie doświadczyli tego na własnej skórze, w Nowej Zelandii.

W naszej pierwszej pracy jakichś wielkich pochwał może nie słyszeliśmy, ale praktycznie codziennie, na koniec zmiany nasz przełożony dziękował nam za pracę, mówiąc że dobrze ją wykonaliśmy. Miło. Ale to, co działo się w naszej drugiej pracy wprawiało nas w niemałe osłupienie za każdym jednym razem. A tych razów było mnóstwo! Dla nas nawet chyba trochę za dużo jak na zaledwie 5 tygodni pracy. No bo ileż można dziękować za „bycie nieocenionym”, „świetną robotę” czy „niezwykłą pracę”, którą wykonujemy? Słyszeliśmy to co najmniej raz dziennie! Serio. I to nie tylko od naszego przełożonego czy jego przełożonego. Słyszeliśmy to często od zwykłych, szeregowych pracowników, którzy nijak nie byli zobligowani do jakiejkolwiek interakcji z nami, a czasami zagadywali właściwie tylko po to, żeby powiedzieć nam, że wykonujemy dobrą robotę i nasza praca jest potrzebna. Tak tylko przypomnę, że naszym głównym zadaniem było zamiatanie wielkiego magazynu…

kultura pracy w Nowej Zelandii
Zawód: magazynier

Wspomnę też, że jest kolosalna różnica pomiędzy postrzeganiem danych zawodów w Polsce a w Nowej Zelandii. Dla przykładu: magazynier, sprzątacz czy śmieciarz to często stanowiska pracy, którymi Polak woli się nie chwalić z obawy przed zwyczajną pogardą. W Nowej Zelandii natomiast są to zawody szanowane w równej mierze z innymi pracami, bo są to prace potrzebne społeczności. Nikt nie skrzywi się na informację, że zawodowo sprzątasz hotele, pracujesz na kasie w sklepie czy zamiatasz magazyn. I nawet na tych najniżej opłacanych stanowiskach zarabia się tyle, że nie trzeba się martwić o przeżycie do kolejnej wypłaty. Ot, taka różnica.

Nasi kolejni pracodawcy nie byli już aż tak wylewni w pochwałach jak w magazynie, ale też potrafili docenić dobrze wykonaną pracę i zawsze na koniec dnia dziękowali za wykonaną pracę.

Tutaj po prostu panują inne zasady, kultura pracy jest na innym poziomie. Przełożeni mają do pracowników większe zaufanie – nikt nie stoi z przysłowiowym batem nad pracownikiem, nikt nie wymaga, że będzie pracować w każdej minucie spędzonej w pracy. Można się zatrzymać i 5 minut pogadać z innym pracownikiem. Pamiętam, jak pracowałam chwilę (daaaaaawno temu) w lodziarni. Kiedy nie było ruchu i nie było zupełnie nic do roboty, bo wszystko było uprzątnięte za barem, kierowniczka kazała wycierać dziubki od jednorazowych butelek z polewami do lodów… Bo przecież nie może być tak, że płaci mi za podpieranie lady! Lepiej więc wykonywać pozbawioną jakiegokolwiek sensu pracę, byleby nie stać w bezruchu. Znacie to? Wiem, że nie u każdego pracodawcy w Polsce tak to wygląda, ale nam z takimi doświadczeniami trudno było się przestawić na początku pracy tutaj, np. kiedy ktoś nas zagadnął, po chwili rozmowy mieliśmy poczucie, że już czas tę rozmowę kończyć i wracać do pracy jak najszybciej, bo przecież nie płacą nam za rozmawianie. Nawet jeśli tym rozmówcą był nasz bezpośredni przełożony 🙂 Obserwowaliśmy zresztą stałych pracowników oraz atmosferę w pracy i Ci ludzie lubią swoją pracę, są wyluzowani. Nie stresują się, uśmiechają, rozmawiają ze sobą, są dla siebie życzliwi. Nikt zbytnio nie narzeka, wszyscy są zadowoleni. No bajka!

A może jednak nie? Jest też druga strona medalu…

Przyleciałeś na wizie Working Holiday? No to jesteś tylko backpackerem, którego można wykorzystać, którym można pomiatać i który będzie mieszkał w kartonie po butach z ośmioma innymi backpackerami, bo przecież jesteś tu tylko na chwilę, więc komfort życia Ci się nie należy. To akurat nie są nasze doświadczenia (na szczęście), bo można trafić dobrze na pracodawców, ale można też źle. W Nowej Zelandii też są janusze biznesu, którzy bardzo chętnie korzystają na przyjeździe młodych, często niedoświadczonych na rynku pracy ludzi (Dla przykładu, Niemcy i Francuzi bardzo często przylatują na Working Holiday do Nowej Zelandii tuż po skończeniu liceum), którzy nie wiedzą, jakie prawa im się należą jako pracownikom.

Przykłady? Zacznijmy od najmniejszego przewinienia: niewypłacanie dodatkowego wynagrodzenia za pracę w święta (pomimo prawnego obowiązku). Akurat to jeden z naszych pracodawców próbował również z nami, ale my pilnowaliśmy swoich pasków wypłat. Czego nie można było powiedzieć o naszych współlokatorach i współpracownikach w jednym, którym nawet do głowy nie przyszło sprawdzać paski wypłat. Backpackera można też zwolnić z dnia na dzień, okresem wypowiedzenia nie trzeba się kierować. My dowiedzieliśmy się w niedzielę rano, że to nasz ostatni dzień pracy, mimo że mieliśmy pracować dłużej, choć faktycznie w umowie nie mieliśmy żadnego okresu wypowiedzenia, więc mogliśmy zostać zwolnieni z dnia na dzień i sami też w taki sposób się zwolnić. Ale nasi znajomi, w innej pracy mieli kontrakt na dłużej, ale zabrakło godzin, więc też się z nimi pożegnano z dnia na dzień, bez żadnych sentymentów.

Idźmy dalej, tam jest ciekawiej. Ofert pracy na farmach, gdzie pracuje się ciężko i dużo, a wynagrodzeniem jest tylko zakwaterowanie i wyżywienie można znaleźć na pęczki. To samo dotyczy hosteli, choć „wolontariat” w hostelu to akurat choroba hosteli na całym świecie, nie tylko tych w Nowej Zelandii. Nowozelandzki rząd, w ciemię niebity i znający problem wykorzystywania backpackerów, nakazał pracodawcom wypłacać wynagrodzenie za pracę. Wiadomo, Janusz biznesu jest sprytniejszy, więc w ogłoszeniach zaczęło się pojawiać wynagrodzenie, ale koszt obowiązkowego przy zatrudnieniu zakwaterowania i wyżywienia, które od teraz backpacker miał opłacać wynosiło tyle samo, co wypłata. Skoro jesteśmy przy zakwaterowaniu, to jest spory problem w Nowej Zelandii, bo zapotrzebowanie na wynajem jest większe niż podaż. Do gry wkraczają janusze biznesu, którzy inspirowali się chyba najgorszymi dziurami na Airbnb. I tak wynająć sobie można dostęp do kuchni i toalety w domu, przy którym backpacker zaparkuje swój samochód i będzie w nim mieszkał. W Queenstown możesz wynająć (za cenę wynajmowanego przez nas pokoju dwuosobowego) łóżko w maleńkiej, a jednak dwuosobowej przyczepie kempingowej zaparkowanej przy czyimś domy. Byliśmy też w domu, w którym żyło z 50 osób, bo w każdym pokoju wciskali tyle łóżek, ile się dało. A znajomi oglądali starą szopę za domem, która miała być kawalerką. Także wiecie, to pudełko po butach to nie do końca żart.

Szukacie innych informacji o życiu na emigracji? Zajrzyjcie na stronę o życiu ekspata na naszym blogu!

To nie wszystko. Pogadajmy o szczerości

Generalnie Nowozelandczycy są bardzo uprzejmi, zawsze uśmiechnięci i mili. Oczywiście, nie zawsze szczerze, ale zawsze mili. Pracodawcy skorzy są do chwalenia, ale już z konstruktywną krytyką bywa gorzej, żeby nie powiedzieć, że leży na całej linii. Kiwusi (wiadomo, są wyjątki) nie za bardzo potrafią przeprowadzać trudne rozmowy, stawiać czoła problemom i informować o błędach w pracy. Poklepią Cię po ramieniu, że świetnie wykonałeś pracę, a w głowie będą kląć, że coś źle zrobiłeś i w sumie to mógłbyś inaczej. Ale w żadnym wypadku nie powiedzą Ci tego prosto w oczy. Nasz przełożony nie był zadowolony z pracy dwóch dziewczyn. Zwolnił je, mówiąc że nie ma wystarczającej ilości godzin i w pierwszej kolejności musi zwolnić pracowników na wizie Working Holiday. Wszystko spoko, gdyby nie fakt, że tydzień przed tą rozmową zatrudnił nas (będących na tej samej wizie), ale zwolnił tylko je, a pracowały tam dłużej od nas. A pamiętacie tego szefa, co w niedzielę poinformował nas, że to nasz ostatni dzień? Tydzień wcześniej zrezygnował ze zleceń i wiedział, że nie będzie miał dla nas godzin. Ale przez cały tydzień zwyczajnie bał się nam to powiedzieć i czekał do ostatniej możliwej chwili. Za to nasze ostatnie szefostwo na niewygodne tematy (jak na przykład obiecana podwyżka) nie odpowiadało wcale, a przyparci do muru… pisali odpowiedź smsem. Złapaliśmy ich też na kłamstwie w innej sprawie dotyczącej długości naszego kontraktu, bo bali się konfrontacji. Czasem się zastanawialiśmy, czy rozmawiamy z dorosłymi ludźmi – przedsiębiorcami czy może jednak przedszkolakami. Nie obrażając przedszkolaków (byliśmy u przedszkolaków podczas ostatnich odwiedzin w Polsce i gadało się super:)). I kiedy tak sobie narzekaliśmy na to naszym znajomym, okazywało się, że mają podobne doświadczenia ze swoimi przełożonymi, także nie byliśmy odosobnieni w naszych odczuciach. Niemniej, z Nowej Zelandii przywieźliśmy więcej pozytywnych niż negatywnych doświadczeń i te będziemy pamiętać dłużej.

kultura pracy w Nowej Zelandii
Z naszymi fajnymi współpracownikami w pierwszej pracy w NZ

Kończąc te przydługie obserwacje, w których daliśmy wam łyżkę miodu i łyżkę dziegciu,  warto zaznaczyć, że pracując w Nowej Zelandii czy jakimkolwiek innym kraju trzeba po prostu mieć na względzie, że kultura pracy, podejście pracodawcy czy wzajemne relacje mogą wyglądać inaczej niż to, do czego się przyzwyczailiśmy w swoim kraju.

Znięchęceni? Zachęceni? Jeśli chcecie wiedzieć, jak znaleźć pracę w Nowej Zelandii oraz załatwić inne niezbędne formalności  to zajrzyjcie do naszego artykułu o pracy w Nowej Zelandii.

My teraz będziemy sprawdzać, jak to wszystko wygląda w Kanadzie. I gdzie jest fajniej 😉 A jeśli wy macie zupełnie inne lub podobne doświadczenia z Nowej Zelandii czy skądkolwiek indziej, dawajcie znać w komentarzach! Chętnie poznamy wasze obserwacje 🙂

zarezerwuj lot
zarezerwuj nocleg
wypożycz samochód
Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 😃 Dziękujemy!

14

  • Piotr

    Maj 14, 2018

    To prawda, że kultura pracy w Nowej Zelandii jest inna i prawda to, że w NZ każdy zawód jest szanowany 🙂 Od siebie dorzuciłbym jeszcze sytuację, kiedy przełożonym jest azjata (zdarzyło mi się to w Marlborough, przy winogronach) – tu to dopiero nie usłyszysz żadnego feedback’u… Oni przyjeżdżają do NZ sezonowo i pracują tam na prawdę bardzo ciężko, aby utrzymać się w domu przez pozostałą część roku i dokładnie tego samego oczekują od backpackersów.
    Odnośnie “trudnych rozmów” z pracodawcami – myślę że chodzi tu o kwestię braku okresu wypowiedzenia – to jest obosieczny miecz. Jeśli cokolwiek ci się nie spodoba po prostu nie przychodzisz do pracy, a pracodawca musi szukać kogoś nowego (np. na tydzień przed końcem pracy). Dlatego wygodniej jest mu zwodzić za nos 😉
    Pozdr!

    • Koralina

      Maj 15, 2018

      Hej! Jasne, że wypowiedzenie (a właściwie jego brak to broń dwusieczna), ale sami mieliśmy i byliśmy świadkami wielu sytuacji, w których kiwusi po prostu unikali trudnych tematów jak ognia – po prostu wielu z nich nie lubi konfrontacji i trzeba mieć to na względzie 🙂

  • Katarzyna Suwalska

    Marzec 12, 2018

    Lubię takie wpisy, mogę zupełnie inaczej spojrzeć na relację pracodawca-pracownik w innym kraju 🙂 Super! Własnych doświadczeń nie mam, ale wyobrażam sobie, że w każdym kraju jest inaczej!

    • Koralina

      Marzec 12, 2018

      Fajnie słyszeć, że nie piszemy takich na marne 😉 Pozdrawiamy!

      P.S. Z Kanady też napiszemy 🙂

  • kaja

    Marzec 9, 2018

    Świetny tekst! Z pracy w Australii mam bardzo podobne doświadczenia: w restauracji, gdzie pracowałam, zwolnili dziewczynę po 2 miesiącach prawie, bo mieli zarzuty do jej pracowitości, ale nikt nie zwrócił jej uwagi, kiedy jeszcze mogła się poprawić. Odnośnie opinii o backpackersach: jeden z szefów rzucił raz, że nie życzy sobie, żeby odbierali telefony w sprawie rezerwacji stolików… I to nie, żeby ktokolwiek z nas kulał po angielsku, wręcz przeciwnie – większość mówiła lepiej niż indonezyjska menadżer czy supervisor…

    • Koralina

      Marzec 10, 2018

      Dzięki! Twój przykład też nie jest najprzyjemniejszy. Słyszeliśmy opinie, że w Australii jest podobnie. Wszak nie tak bardzo się te dwie nacje od siebie różnią jakby chcieli…

  • Anonim

    Marzec 8, 2018

    Świetny tekst, u nas za to w wielu miejscach dalej się ludziom powtarza “Powinnaś/ powinieneś dziękować i cieszyć się, że w góle masz pracę”… i pracować na 150 etatów w ramach połówki. I znów odpowiedzialność społeczna i świadomość tego, że jesteśmy wspólnotą kłania się wpas 🙂 Podobno fundamentem rozwoju człowieka jest naśladownictwo, więc choć nigdzie nie jest idealnie, być może wspólnie, ucząc się na swoich błędach, wkrótce wypracujemy porządny system, pozdrawiam Was serdecznie 🙂

    • TropiMy Przygody

      Marzec 8, 2018

      Dzięki! To prawda, warto się wzorować na, może nie idealnych, ale lepszych rozwiązaniach 🙂 Również ozdrawiamy!

  • Anonim

    Marzec 8, 2018

    3 tygodnie w NZ i mam dokladnie takie same odczucia

  • Anonim

    Marzec 8, 2018

    Lubie te wasze zdjęcia przy laptopach. I te z piwami lubię

  • Anonim

    Marzec 8, 2018

    Najlepsze jest to ze prawie to samo napisalabym o pracy w Australii! Zresztą oba narody są bardzo do siebie zbliżone mentalnie. Czekam na Wasze opinie o Kanadzie, kto wie może też tam za jakis czas wyladujemy 🙂 Powodzenia w szukaniu pracy!

    • TropiMy Przygody

      Marzec 8, 2018

      W Australii byliśmy tylko 2 miesiące i nie pracowaliśmy, ale mieliśmy takie podejrzenia, że gdybyśmy tam przez rok pracowali, nie w Nowej Zelandii, to odczucia mogłyby być podobne 🙂

Dodaj komentarz