Skip to content

TropiMy Przygody


Historia o tym, jak zjadł mnie Bakcyl

Z braku bliższych (czasowo) i dalszych (w kilometrach) planów podróżniczych zaczęłam ostatnio wracać wspomnieniami do różnych wyjazdów i zaczęłam się zastanawiać, kiedy połknęłam ten Bakcyl szwendania się po świecie.

Wszystko wskazuje na to, że siedział we mnie mniej więcej od… zawsze. Nie wiem, jaki wpływ na to miał wyjazd do Grecji z rodzicami, bo miałam wtedy 8 lat i niewiele pamiętam. Być może miał, a być może nie. Wiem jednak, że już w podstawówce ciągnęło mnie na wycieczki szkolne za granicę. Jak nie jechałam, to bardzo żałowałam, że Ci, co pojechali zobaczą jakiś kraj, a ja nie. Kiedy w gimnazjum dowiedziałam się o programie Sokrates (był wtedy takowy), to byłam pierwsza w kolejce, żeby wyjechać. Nie wyjechałam. Ale Bakcyl jak siedział, tak siedział. Oprócz tych sporadycznych momentów, w których się wyrywał i chciał mnie gdzieś zabrać nie ujawniał się, więc nie byłam za bardzo świadoma, że to jest coś, co będę chciała robić w życiu.

Wylazł na zewnątrz w roku 2006, kiedy wybrałam się z koleżanką z liceum do Turcji. Wprawdzie z biurem podróży, ale to bardzo dobrze się złożyło. Dowiedziałam się wtedy, że więcej z biurem podróży na wakacje nie pojadę (jak się później okazało, pojadę, ale po drugiej stronie – jako pilot). Ten styl zwiedzania, poznawania nowych kultur i krajów mi nie podszedł. Tak po prostu. Od tej pory Bakcyl przypominał o sobie od czasu do czasu. I tak zaprowadził mnie na pierwszy w pełni samodzielnie organizowany wyjazd do Szwecji w 2008 roku.


Dlaczego Szwecja? Z tego samego powodu, co wiele innych, późniejszych podróży. Bo były tanie loty. I tak wylądowaliśmy z B. w Szwecji z ambitnym planem podróżowania po niej autostopem, 20-kilogramowymi (sic!) plecakami i oczekiwaniem przeżycia przygody. Przygoda była. Jeszcze większa była lekcja, którą z wyjazdu wynieśliśmy, ale o tym kiedy indziej.

Później były weekendowe wypady tam, gdzie znalazły się tanie loty, „Autostop Race” z kumpelą do Chorwacji i obiecany sobie w gimnazjum Sokrates, który w momencie wyjazdu był już Erasmusem. Tam zaczęłam pisać blog. Zatem gdyby nie Finlandia, to być może nie czytalibyście teraz tego (szczęściarze!;)), bo wcześniej uważałam, że blog to taki jakby pamiętnik, tylko nie nastolatki, a dorosłego, a przecież dorośli nie piszą pamiętników. A jednak piszą. W Finlandii jeździłam tyle, ile tylko się dało. Po powrocie do Polski chciałam więcej i więcej, dalej i dalej. Trzytygodniowy stop po Bałkanach, kolejne weekendowe wypady, Maroko, Rumunia i Mołdawia, Cypr, Francja, Brazylia, znów Mołdawia i znów Turcja… I Turcja była do tej pory ostatnia.

I tak po każdej podróży już myślę o kolejnej, już chcę dalej i więcej. I przestać chcieć nie mogę. Bakcyl mnie zjadł, siedzę w środku i już nie mogę wyjść. I wcale nie chcę.

[ezcol_1third]zarezerwuj lot[/ezcol_1third] [ezcol_1third]zarezerwuj nocleg[/ezcol_1third] [ezcol_1third_end]wypożycz samochód[/ezcol_1third_end] Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!

6

  • Kasia Zajkowska

    24 stycznia, 2015

    ja już w dzieciństwie mówiłam,że na lokalne targowisko idzie się do Australii 😉 i podobno pierwszy wyraz który przeczytałam był w atlasie geograficznym;)
    co do bakcyla – wiem coś o tym, to jest straszne…..człowiek wraca z podróży i od razu zaczyna szukać kolejnej, po nocach śnią mi się góry albo samoloty….jednym słowem. życie od wyjazdu do wyjazdu

    • Karolina

      27 stycznia, 2015

      No to taki pierwszy wyraz zobowiązuje 😉 No właśnie to nie jest straszne – to jest piękne! 🙂

  • kocham podróże

    26 września, 2014

    Też byłam pierwszy raz w Szwecji akurat w 2008 roku 🙂 Obecnie mój „wewnętrzny bakcyl” narzuca mi trochę inny, bo południowy kierunek (Sycylia)

  • rysiek

    13 lutego, 2013

    i zaraz z braku… a bieszczady to gips?

    • koralinatropiprzygody

      13 lutego, 2013

      Nie, tylko jeszcze trochę zapominam, że one w planach już są:)

  • rysiek

    13 lutego, 2013

    tak bardzo się nie martw…ludziom jeszcze gorsze rzeczy w życiu się przytrafiają… 😉

Podziel się swoją opinią