Do dopełnienia relacji z podróży po Rumunii, Mołdawii i Ukrainy zabrakło już tylko zdjęć. A zatem oto i one.



Do dopełnienia relacji z podróży po Rumunii, Mołdawii i Ukrainy zabrakło już tylko zdjęć. A zatem oto i one.
To, że tu cicho ostatnio było, wcale nie znaczy, że z Mediolanu nie wróciliśmy 🙂 Wróciliśmy i mamy się całkiem dobrze, tylko jakoś mi się nie złożyło wcześniej napisać. Bawiliśmy się świetnie, najedliśmy pizzy, sera, opiliśmy kawy i… wyskoczyliśmy do Lugano w Szwajcarii! Tam mieliśmy okazję kupić pyszną czekoladę i usiąść na krowie:) Jeśli chodzi o pizzę, to polaliśmy ją oliwą z papryczki piri piri. Wypaliło zdrowo:)
Początkowo z Chefchaouen chcieliśmy pojechać do Asilah, ale niestety nie było bezpośredniego autobusu – musielibyśmy przesiadać się w Tangerze, do którego i tak kolejnego dnia byśmy wrócili. A przecież nie pojechaliśmy tam żeby się spieszyć. Postanowiliśmy więc ostatnie 2 dni zostać w Tangerze.
W Maroku są 2 typy autobusów: CTM (państwowe) i wiele mniejszych, prywatnych przewoźników. CTM jest trochę droższe, ale klimatyzowane, nowsze, czystsze, szybsze i, przede wszystkim, odjeżdża zgodnie z rozkładem jazdy (powinnam raczej zacząć od tego, że CTM ma rozkłady jazdy). Właśnie takim autobusem postanowiliśmy pojechać z Fezu do Chefchaouen, głównie ze względu na oszczędność czasu. To był dobry pomysł (dlaczego? o tym później).