Skip to content

TropiMy Przygody


Na weekend: Padwa

Padwa, zanim opiszę kolejną wyspę leżącą nieopodal Wenecji – Lido, wspomnę o mieście, które wywarło na nas spore wrażenie. Pojechaliśmy do niej właściwie dlatego, że mieszkaliśmy w Mestre, tuż przy wylotówce na Padwę i autobus zatrzymywał się tuż przed campingiem. Jechał niewiele dłużej niż ten miejski do Wenecji i kosztował niewiele więcej.

Czytaj więcej

Najbardziej kolorowa wyspa świata: Burano

Tak naprawdę w Wenecji najpiękniejsze jest to, co ją otacza. Chodzi mi o wysepki, na które co chwilę kursują vaporetto (przypominam, że to wenecka komunikacja wodna), zatem nie ma najmniejszego problemu, żeby się tam dostać. A warto. Chociażby na Burano – wyspę, na której mieszka 4 tysiące osób i która liczy sobie ok. 600 metrów długości w najszerszym miejscu.

Czytaj więcej

Wenecji część pierwsza: camping

Właściwie to jeszcze chyba nigdy miejsce, w którym spaliśmy nie zainspirowało mnie na tyle, żeby poświęcić mu cały post. Ty razem będzie inaczej. I wcale nie dlatego, że mi się nie podobało i chcę wylać wszelakie żałości, jakie się nazbierały. Wręcz przeciwnie, camping bardzo mi się podobał i w pewnym sensie mnie rozbawiał.

Czytaj więcej

Kiszyniów nie wyładniał

W ramach przerwy w zajęciach i żeby poznać kawałek Mołdawii pojechaliśmy wczoraj do monasteru Orcheiul Vechi i do Kiszyniowa. Miło było wrócić po roku w te miejsca, chociaż Kiszyniów wciąż nie zachwyca. I pewnie tak zostanie jeszcze co najmniej kilka lat. To, co mnie zachwyciło to La Placinte, czyli restauracja, którą odkryliśmy i polubiliśmy rok temu.

Czytaj więcej