Właśnie minęło pół roku odkąd wyjechaliśmy w podróż. Jadąc autobusem, śpiąc w hostelu, pijąc piwo w knajpie, chodząc po górach, zwiedzając zabytki jesteśmy razem. Zawsze razem. Spędzamy ze sobą 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 182 dni w tymże półroczu. Dużo. Za dużo. To będzie wpis o tym, dlaczego się rozwodzimy i zaczynamy podróżować osobno.
Koniec roku to czas podsumowań. Leżąc w hamakach w wigilię, którą spędzaliśmy w Salento postanowiliśmy podsumować nasz rok, bo sporo się w nim działo i fajnie to powspominać. Czy kolejny będzie tak samo intensywny? Zapewne tak, choć w zupełnie inny sposób, a to dlatego, że zmieniliśmy nasze życie o 180 stopni!
Nasze święta w tym roku będą nietradycyjne i nietuzinkowe. Wigilię spędzimy w międzynarodowym gronie (szwedzko-amerykańsko-australisjko-niemiecko-polskim) dziewczyn, które poznaliśmy w trasie. Każdy zrobi tradycyjne dla swojego kraju danie wigilijne, wymienimy się prezentami i podzielimy historiami, zapewne nie tylko świątecznymi. Brzmi dobrze, czyż nie?
Już tylko 45 dni (wow!) dzieli nas od momentu, w którym wsiądziemy na pokład samolotu lecącego do Panamy z biletem w jedną stronę. Niby całkiem sporo czasu, ale to jednak bardzo mało, biorąc pod uwagę, co jeszcze musimy zrobić przed naszą podróżą dookoła świata. A zatem, rozpoczynamy przygotowania pełną parą!
Nie czytuję miliona blogów, ale swoje ulubione miejsca w sieci mam. Co ciekawe, kiedy zaczęłam się zastanawiać na jakie blogi zaglądam regularnie (choć z regularnością to akurat często jestem na bakier), okazało się, że blogi podróżnicze wcale nie przeważają. Te oczywiście również czytuję, ale chyba częściej zaglądam na blogi kulinarne, poświęcone grafice i fotografii, społeczne i takie, które teoretycznie mają motywować do pracy i pomagać lepiej ją planować. A czemu o tym w ogóle piszę?
Zawsze w podróży czytamy. I to nawet więcej niż nie-w-podróży. Nic zaskakującego, bo przecież w podróży odpadają obowiązki, praca i można znaleźć czas na więcej rzeczy – w tym czytanie. No i sporo czasu upływa w autobusach, pociągach czy samolotach. A to idealne okoliczności do zanurzenia się w lekturze. Tylko zawsze pojawia się jeden problem: ograniczona pojemność plecaka. Przecież nie weźmiemy ze sobą pięciu książek, bo nie mamy aż tyle miejsca i szkoda nam kolejnych gramów, które trzeba będzie dźwigać na plecach. Tak – wiem, jest kindle. Fajna zabawka, niezwykle użyteczna, ale ja się jakoś nie potrafię przekonać – papier pachnie, szeleści, zupełnie inaczej czyta się książkę. Tylko ta jedna książka szybko się kończy i kolejnej nie ma, no bo miejsce w plecaku…
5 lat temu odwiedziłam wioskę św. Mikołaja w Rovaniemi, rozwiewając dziecięce wątpliwości, że Laponia, w której ów święty mieszka, naprawdę istnieje. Wtedy uroczy elf w zielonych spodenkach i czapce z dzwoneczkiem zrobił mi zdjęcie z siwo-długobrodym Mikołajem. W końcu elf to pomocnik Mikołaja, no to kto miał to zdjęcie zrobić?
Zapewne zauważyliście, że zmieniła się nazwa bloga z Koralina tropi przygody na TropiMy Przygody i winnam Wam wyjaśnienie, dlaczego tak się stało. Jak sama nazwa wskazuje nie będę już przygód tropić… sama! Wcale nie dlatego, że mi się znudziło albo dopiero co się zakochałam i na fali miłosnej euforii postanowiłam dołączyć moją drugą połowę do blogowego zespołu. To nie tak. Bartek pojawił się w moim życiu na długo przed tym jak powstał blog. Mało tego, to właśnie on jest autorem poprzedniej nazwy! Skąd więc ta zmiana i co ona będzie oznaczać dla Was?
Słuchajcie, Koralina skończyła właśnie 5 lat! Tak, dokładnie 5 lat temu, 26 sierpnia 2009 roku opublikowałam na blogu pierwszy post! Szmat czasu, czyż nie?
Każdą podróż (czy to do miasteczka oddalonego o 20 km, czy na drugi koniec świata) łączy ze sobą kilka elementów. Jednym z ważniejszych jest fakt, że człowiek musi jeść. A skoro musi jeść, i to codziennie, to urlopu od tego nie dostanie, nawet gdyby chciał. Tylko dlaczego miałby chcieć?

