W ostatnich czasach podróżowanie przechodzi w kolejną fazę rozwoju. Do niedawna dominowały dwie przeciwstawne koncepcje – backpacking oraz turystyka zorganizowana. Na temat obu powstało już tysiące artykułów, a spór która z filozofii jest lepsza pozostaje raczej akademicki. Na arenę podróżniczą wkracza przebojem w ostatnich czasach nowe zagadnienie, które nawet jeśli nie wyprze poprzednich dwóch, to może bardzo dużo do nich wnieść. Slow travel, czyli brak pośpiechu w podróży.
Ameryka Południowa przyciąga i urzeka. Ciągnące się po horyzont góry, dżungla oraz pampa sprawiły, że to właśnie tam w pierwszej kolejności skierujemy swoje kroki w początkowym etapie podróży dookoła świata. Do takiej podróży trzeba się oczywiście odpowiednio przygotować (o naszych przygotowaniach zresztą jeszcze na blogu przeczytacie), również kulturowo.
Starzejemy się, a nasze podróżowanie starzeje się z nami. Tak w skrócie można by podsumować to, co przeczytacie poniżej. To wcale nie znaczy, że podróżujemy lepiej lub gorzej. Podróżujemy inaczej niż kiedyś, bo kiedyś liczyło się tanie podróżowanie, dziś „tanie” nie znaczy dla nas „jedyne słuszne”. A jak już przebrniecie przez tekst, to na końcu czeka na was mała niespodzianka 🙂
Nowa sukienka w szafie już nie cieszy, a kolejny „niezbędny” przedmiot w kuchni drażni. Zaczynasz myśleć, jak się pozbyć tych wszystkich „niezbędnych” w domu rzeczy, bo Ci zwyczajnie zaczęły przeszkadzać. Depresja? Nic z tych rzeczy! Po prostu wyjeżdżasz w podróż dookoła świata.
Wyjeżdżasz w podróż dookoła świata. Myślisz o tym długo, rozważasz wszystkie za i przeciw. W końcu, po długich namysłach decydujesz: tak, robię to! Bo wiesz, że musisz. Musisz spełnić to marzenie, inaczej będziesz żałować do końca życia.
Jedziemy w daleką i długą podróż, to już wiecie. „Świetny pomysł”, „zazdroszczę”, „też bym tak chciał/a” – często słyszymy. „Skąd macie na to kasę?” – to słyszymy już trochę rzadziej, ale nie dlatego, że nikogo to nie obchodzi. Obchodzi to wszystkich. Niektórzy po prostu wstydzą się zapytać.
Ludzie nie raz pytają nas, co my właściwie będziemy robić podczas naszej długiej podróży dookoła świata. Nie mamy kompletnej odpowiedzi na to pytanie, bo też nigdy nie wiadomo, co los przyniesie. Wstępnie układane plany/wyobrażenia w naszych głowach mogą ulec zmianie w jednej sekundzie, gdy nadarzy się fajniejsza sposobność. Wierzymy, że tak jak w filmie Yes Man, o którym wspominałem już pisząc o filmach motywacyjnych, życiu trzeba mówić tak! Ale do rzeczy 🙂
Ile to razy słyszeliście, że ktoś rzucił pracę, kupił bilet w jedną stronę i poleciał w nieznane, poznawać inne kultury, poszukiwać przygód, szczęścia, własnego ja, inspiracji czy czegokolwiek innego? Brzmi jakby działo się to ot tak, szybko, łatwo i bezboleśnie, prawda? Pstryk. Praca rzucona. Pstryk. Bilet kupiony. Pstryk. Przygoda życia rozpoczęta!
Późna jesień to czas wyjątkowo demotywujący człowieka. Bo ponuro, bo szaro, bo zimno i wieje, pada i w ogóle bez sensu. Czas, który wybitnie sprzyja delektowaniu się urokom domowego zacisza, pieleszy i innym dziwnym sytuacjom. Czas, gdy z rozrzewnieniem myślimy o dalekich i bliskich krainach, urokach wypoczynku na „świeżym powietrzu”, od których tak bestialsko i nagle odcięła nas szaruga i brzydota najbliższych paru miesięcy, zamaskowana piękną pogodą tygodnia czy dwóch Złotej Polskiej Jesieni. Czy warto zrobić z tego rok roczny rytuał i popadać w paromiesięczny marazm „byle do wiosny”? Bynajmniej!
Zapewne zauważyliście, że zmieniła się nazwa bloga z Koralina tropi przygody na TropiMy Przygody i winnam Wam wyjaśnienie, dlaczego tak się stało. Jak sama nazwa wskazuje nie będę już przygód tropić… sama! Wcale nie dlatego, że mi się znudziło albo dopiero co się zakochałam i na fali miłosnej euforii postanowiłam dołączyć moją drugą połowę do blogowego zespołu. To nie tak. Bartek pojawił się w moim życiu na długo przed tym jak powstał blog. Mało tego, to właśnie on jest autorem poprzedniej nazwy! Skąd więc ta zmiana i co ona będzie oznaczać dla Was?

