W Imouzzer razem z Ayndri, miałyśmy okazję poczuć się jak prawdziwe muzułmanki. Niestety, muszę dodać.



W Imouzzer razem z Ayndri, miałyśmy okazję poczuć się jak prawdziwe muzułmanki. Niestety, muszę dodać.
Maroko pachnie. Czasem ladnie, czasem brzydko. Odkad wyszlismy z samolotu nasze nosy nie maja spokoju. Pachnie kadzidlami, jedzeniem, przyprawami, surowym miesem, skora, mieta, herbata. Pachnie wszystkim. Zaskakuje przeciwienstwami: nikomu sie nie spieszy nigdzie, ale wszystko dzieje sie szybko i dzieje sie duzo wszedzie dookola. Ale od poczatku.
Droga do Budapesztu była całkiem przyjemna. Do czasu niestety.
Po drugiej stronie, wśród publiczności zobaczyliśmy Alexa. Alex to couchserfer, który był u nas w lipcu. A teraz całkiem przypadkiem, jak gdyby nigdy nic, spotykamy go w Nowym Sadzie!
Z Tirany wyjeżdżamy busem jadącym do Pogradec – albańskiego miasta nad jeziorem Ochrydzkim, aby wysiąść z niego parę kilometrów przed, żeby przekroczyć granicę z Macedonią. Dogadaliśmy na samym początku cenę, ustaliliśmy, gdzie chcemy wysiąść. Mimo bariery językowej, udało się, byliśmy z siebie dumni. No i przy wysiadaniu się zaczęło…
Już sama podróż do Albanii z Czarnogóry była dziwna. Z Żabljaka wyjechaliśmy autobusem, który jechał wąskimi serpentynami górskimi o nie najlepszej jakości. Wytrzęsło. Później złapaliśmy na stopa Czarnogórca w rozpadającym się aucie, który jechał dość wolno, bo jak sam przyznał wypił coś…
Wjeżdżając do Czarnogóry złapaliśmy prom na stopa! Po Zatoce Kotorskiej pływają promiki i obsługa pobiera opłatę za samochód. Jako że my bez samochodu byliśmy (akurat wtedy nie wzięliśmy), to mieliśmy kurs za darmo. Zaczęliśmy też korzystać z tutejszej komunikacji.
Wyobraźcie sobie, że jedziecie spokojnie stopem z Brna do Pohorzelic i kiedy wysiadacie, okazuje się, że zamiast jednej torby fotograficznej, macie dwie…O_o Ja nie muszę sobie tego wyobrażać, wystarczy, że otworzę w głowie szufladkę ze śmiesznymi przygodami w drodze.
Jeszcze całkiem do niedawna Finlandia kojarzyła mi się ze Św. Mikołajem, zimnem i wódką. Obecnie, po spędzeniu 4 miesięcy w Kraju Reniferów kojarzy mi się on przede wszystkim ze Św. Mikołajem, zimnem i ciemnością, wódką, spokojem, przyrodą, sauną i, oczywiście, z reniferami. Każde z tych skojarzeń wymaga wyjaśnienia, co poniżej uczynię.
To był ciekawy weekend z dala od cywilizacji. Tak właśnie wielu Finów spędza weekendy. Daleko od miasta, bez udogodnień, na łonie natury Po 7-kilometrowym spacerze dotarliśmy do domku nad jeziorem w środku lasu.