Wielki dzień zbliża się nieubłaganie. Od wylotu dzieli nas zaledwie 35 dni! O tym, że lecimy do Panamy już wiecie. I to właściwie tyle. Uchylamy więc rąbka tajemnicy. Niekończąca Się Podróż Poślubna, bo tak ją nazwaliśmy, jest tuż tuż!
Już tylko 45 dni (wow!) dzieli nas od momentu, w którym wsiądziemy na pokład samolotu lecącego do Panamy z biletem w jedną stronę. Niby całkiem sporo czasu, ale to jednak bardzo mało, biorąc pod uwagę, co jeszcze musimy zrobić przed naszą podróżą dookoła świata. A zatem, rozpoczynamy przygotowania pełną parą!
Co trzeba zrobić po ślubie? Pojechać w podróż poślubną! Banał, który każdy zna. A niby po co jechać od razu w podróż poślubną? My najpierw podjęliśmy decyzję o podróży, a dopiero później o ślubie przed nią. 2,5 miesiąca przed nią. Tak, żeby był czas na przygotowanie się zarówno do ślubu (jednak to wydarzenie pochłania dużo czasu i energii), jak i potem już tylko do podróży.
Dziś mija 6 lat odkąd założyłam blog. Dokładnie za 3 miesiące od dziś będziemy siedzieć w samolocie lecącym do Panamy, gdzie rozpoczniemy naszą największą przygodę, podróż dookoła świata. Dlatego dziś opowiem wam o książce „Przez Trzy Ameryki” Tomasza Gorazdowskiego, bo ona łączy te dwa wydarzenia. Jak? Opowiada o miejscach, do których się podczas naszej podróży wybierzemy, a z okazji urodzin bloga 3 egzemplarze książki rozdamy wam.
W ostatnich czasach podróżowanie przechodzi w kolejną fazę rozwoju. Do niedawna dominowały dwie przeciwstawne koncepcje – backpacking oraz turystyka zorganizowana. Na temat obu powstało już tysiące artykułów, a spór która z filozofii jest lepsza pozostaje raczej akademicki. Na arenę podróżniczą wkracza przebojem w ostatnich czasach nowe zagadnienie, które nawet jeśli nie wyprze poprzednich dwóch, to może bardzo dużo do nich wnieść. Slow travel, czyli brak pośpiechu w podróży.
Trolltunga, czyli Język Trolla. Półka skalna w Norwegii, którą amerykański magazyn The Huffington Post uznał za najlepsze miejsce do zrobienia sobie selfie. I ludzie przylatują z całego świata, żeby na Języku Trolla stanąć i cyknąć zdjęcie. Poszliśmy i my. Po co? Po piękne widoki, skórę spaloną słońcem, odnowione i nowo nabyte kontuzje w nogach. Ach, no i po to zdjęcie, które niektórzy przypłacają łzami.
Ameryka Południowa przyciąga i urzeka. Ciągnące się po horyzont góry, dżungla oraz pampa sprawiły, że to właśnie tam w pierwszej kolejności skierujemy swoje kroki w początkowym etapie podróży dookoła świata. Do takiej podróży trzeba się oczywiście odpowiednio przygotować (o naszych przygotowaniach zresztą jeszcze na blogu przeczytacie), również kulturowo.
Starzejemy się, a nasze podróżowanie starzeje się z nami. Tak w skrócie można by podsumować to, co przeczytacie poniżej. To wcale nie znaczy, że podróżujemy lepiej lub gorzej. Podróżujemy inaczej niż kiedyś, bo kiedyś liczyło się tanie podróżowanie, dziś „tanie” nie znaczy dla nas „jedyne słuszne”. A jak już przebrniecie przez tekst, to na końcu czeka na was mała niespodzianka 🙂
Nowa sukienka w szafie już nie cieszy, a kolejny „niezbędny” przedmiot w kuchni drażni. Zaczynasz myśleć, jak się pozbyć tych wszystkich „niezbędnych” w domu rzeczy, bo Ci zwyczajnie zaczęły przeszkadzać. Depresja? Nic z tych rzeczy! Po prostu wyjeżdżasz w podróż dookoła świata.
Jeszcze do niedawna Słowacja była dla mnie tylko naszym południowym sąsiadem, z którym współdzielimy Tatry. Nigdy nie zastanawiałam się, czy jest tam coś ciekawego czy też nie, choć wiedziałam, że mają fajne jaskinie. Ale nigdy nie był to wystarczający powód, żeby do sąsiada pojechać. Kiedy więc nadarzyła się okazja poznania kawałka Słowacji, i to w aktywny sposób, nie zastanawiałam się ani minuty. Nie tylko nie żałuję tej decyzji, ale uważam, że była jedną z fajniejszych podróżniczych decyzji, jaką podjęłam. Taka niespodzianka!

