Wyjeżdżasz w podróż dookoła świata. Myślisz o tym długo, rozważasz wszystkie za i przeciw. W końcu, po długich namysłach decydujesz: tak, robię to! Bo wiesz, że musisz. Musisz spełnić to marzenie, inaczej będziesz żałować do końca życia.



Wyjeżdżasz w podróż dookoła świata. Myślisz o tym długo, rozważasz wszystkie za i przeciw. W końcu, po długich namysłach decydujesz: tak, robię to! Bo wiesz, że musisz. Musisz spełnić to marzenie, inaczej będziesz żałować do końca życia.
Ścieżka w lesie prowadzi do źródła strumienia. Tuż za nim znajdują się drzwi. Zakładamy kombinezony, kaski z czołówkami i przekraczamy próg. Przewodnik zamyka za nami drzwi. Zanim zdążamy włączyć czołówki, ogarnia nas ciemność. Czuję lekką niepewność, a jednocześnie podekscytowanie. To dlatego, że w takiej jaskini jeszcze nie byłam. Jaskinia Krásnohorská to jedna z czterech tzw. jaskiń adrenalinowych na Słowacji. Nie wiem co mnie czeka, wiem tylko, że ma być przejście liną nad wodą, śliskie kamienie i wąskie przesmyki. Brzmi jak przygoda!
Jedziemy w daleką i długą podróż, to już wiecie. „Świetny pomysł”, „zazdroszczę”, „też bym tak chciał/a” – często słyszymy. „Skąd macie na to kasę?” – to słyszymy już trochę rzadziej, ale nie dlatego, że nikogo to nie obchodzi. Obchodzi to wszystkich. Niektórzy po prostu wstydzą się zapytać.
Londyn to Big Ben, Pałac Buckingham, Tower Bridge i London Eye. Takie „must see” każdego, kto do stolicy Anglii przyjeżdża. Oboje w Londynie już byliśmy (W wieku dość pacholęcym, ale jednak. Poza tym Pałacu Buckingham chyba nie da się zapomnieć), więc nie zależało nam tak bardzo na tych miejscach i chcieliśmy zobaczyć Londyn z innej strony. Udało się. Dzięki naszym przyjaciołom, którzy byli powodem wyjazdu do Londynu oraz dzięki Adze i Maćkowi z bloga I Saw Pictures, którzy pokazali nam nieopisane w przewodnikach (jakbyśmy je w ogóle czytywali ;)) zakamarki metropolii. Dzięki kochani! Co w takim razie warto?
Dla mnie Tbilisi są dwa: ładne i brzydkie. Niestety, to brzydkie jest większe.
Przygotowując się do wyjazdu na narty do Gruzji, musieliśmy szukać wszystkich informacji osobno – nie znaleźliśmy żadnego poradnika, który prowadziłby za rękę i podpowiedział, jak krok po kroku wszystko zorganizować. Dlatego właśnie postanowiliśmy zebrać nasze doświadczenie i podzielić się z Wami tym, jak zorganizować wyjazd na narty do Gruzji. Ale zanim konkrety, kilka argumentów, dlaczego warto w ogóle rozważać Gruzję podczas planowania wypadu narciarskiego.
Ludzie nie raz pytają nas, co my właściwie będziemy robić podczas naszej długiej podróży dookoła świata. Nie mamy kompletnej odpowiedzi na to pytanie, bo też nigdy nie wiadomo, co los przyniesie. Wstępnie układane plany/wyobrażenia w naszych głowach mogą ulec zmianie w jednej sekundzie, gdy nadarzy się fajniejsza sposobność. Wierzymy, że tak jak w filmie Yes Man, o którym wspominałem już pisząc o filmach motywacyjnych, życiu trzeba mówić tak! Ale do rzeczy 🙂
Zawsze w podróży czytamy. I to nawet więcej niż nie-w-podróży. Nic zaskakującego, bo przecież w podróży odpadają obowiązki, praca i można znaleźć czas na więcej rzeczy – w tym czytanie. No i sporo czasu upływa w autobusach, pociągach czy samolotach. A to idealne okoliczności do zanurzenia się w lekturze. Tylko zawsze pojawia się jeden problem: ograniczona pojemność plecaka. Przecież nie weźmiemy ze sobą pięciu książek, bo nie mamy aż tyle miejsca i szkoda nam kolejnych gramów, które trzeba będzie dźwigać na plecach. Tak – wiem, jest kindle. Fajna zabawka, niezwykle użyteczna, ale ja się jakoś nie potrafię przekonać – papier pachnie, szeleści, zupełnie inaczej czyta się książkę. Tylko ta jedna książka szybko się kończy i kolejnej nie ma, no bo miejsce w plecaku…
Ile to razy słyszeliście, że ktoś rzucił pracę, kupił bilet w jedną stronę i poleciał w nieznane, poznawać inne kultury, poszukiwać przygód, szczęścia, własnego ja, inspiracji czy czegokolwiek innego? Brzmi jakby działo się to ot tak, szybko, łatwo i bezboleśnie, prawda? Pstryk. Praca rzucona. Pstryk. Bilet kupiony. Pstryk. Przygoda życia rozpoczęta!
5 lat temu odwiedziłam wioskę św. Mikołaja w Rovaniemi, rozwiewając dziecięce wątpliwości, że Laponia, w której ów święty mieszka, naprawdę istnieje. Wtedy uroczy elf w zielonych spodenkach i czapce z dzwoneczkiem zrobił mi zdjęcie z siwo-długobrodym Mikołajem. W końcu elf to pomocnik Mikołaja, no to kto miał to zdjęcie zrobić?