Kategorie Luźne myśli
Wyniki koralinowego konkursu!
Trwało to dłużej niż miało, ale obrady jury były bardzo burzliwe!;) A pisząc zupełnie serio, to werdykt był właściwie jednomyślny. Niniejszym ogłaszam, co następuje:



Trwało to dłużej niż miało, ale obrady jury były bardzo burzliwe!;) A pisząc zupełnie serio, to werdykt był właściwie jednomyślny. Niniejszym ogłaszam, co następuje:
Wprawdzie od mojej wizyty w Portugalii minęło sporo czasu, ale to nie powód, żeby nic o tym nie napisać. Wiele rzeczy wydarzyło się od stycznia, również na blogu, zatem mam nadzieję, że wybaczycie opóźnienie. Jako, że w Portugalii odwiedziłam jedynie Porto oraz Lizbonę i spędziłam tam zaledwie 4 dni, wiele się wymądrzać nie będę. Zacznijmy od Porto. I to od tej jego gorszej strony.
Kwiecień, zaczyna się wiosna. Zielenieją trawy i drzewa, oczy cieszy widok kwiatów, zaczyna się sezon grillowy i piknikowy. Nie wszędzie jednak. Jest ok. 0 stopni Celsjusza, mnóstwo śniegu, zero świeżej zieleni, ale za to słońce mocno ogrzewa twarz. To kwiecień w Arvidsjaur leżącym w szwedzkiej Laponii. Czasem bywa tak, że trafiamy w miejsca, o których nie pomyślelibyśmy, że się w nich znajdziemy. Właśnie tak trafiłam niedawno na północ Szwecji. I kiedy Facebook i Instagram zapełniał się zdjęciami nowych liści, kwiatków, ja chodziłam opatulona w ciepły komin, uważając, aby nie poślizgnąć się na chodniku.
Podzieliłam się z Wami moją opinią na temat hotel Łysoń w Inwałdzie i obiecałam napisać też o tym, co podczas pobytu w hotelu można w okolicy robić. Przede wszystkim można zajrzeć do Parku Miniatur, który znajduje się tuż za hotelem. Fajne miejsce, szczególnie dużo radości przyniesie dzieciakom, choć i ja bawiłam się tam przednio.
Wyobraźcie sobie, że zostajecie zaproszeni na weekend do hotelu, aby sprawdzić oferowane usługi, a potem o nich napisać. Przyjeżdżacie do owego hotelu, a tam wita Was żółw, o ten:
Dostałam do zrecenzowania książkę „Pisane słońcem” autorstwa Maćka Roszkowskiego. Niebawem będzie miała swoją premierę, a mi było dane przeczytać ją trochę szybciej i podzielić się z Wami refleksją na jej temat.
Wybierając zdjęcia z Andaluzji, kierowałam się miejscami, które chciałam Wam pokazać i o nich opowiedzieć. Zostało mi jednak trochę ujęć, które nie mieściły się w tamtych opowieściach, ale warte są pokazania. Chodzi o różnice pomiędzy Polską a Andaluzją, czy szerzej Hiszpanią. Nie mieszkałam w Hiszpanii, nie jestem ekspertem od jej kultury i nie chcę się wypowiadać w tej roli ani być jakimś autorytetem. Chcę się tylko podzielić kilkoma spostrzeżeniami na temat panujących tam zwyczajów, które na tyle mnie ujęły czy zainteresowały, że znalazło to odzwierciedlenie w przywiezionych zdjęciach i zmusiło do refleksji i powrotu do Andaluzji, który mi się marzy.
Weekend spędziliśmy podróżując po najdalszych i najdzikszych zakątkach naszego globu. Lądem, morzem, zamarzniętym Bajkałem i powietrzem. Od Patagonii przez Przylądek Igielny, Syberię, Australię po Wyspy Pacyfiku. O podróżach odbytych trabantem, jachtem, rowerem czy choćby nogami. Ależ było pięknie i ciekawie!
To już ostatni (prawie, bo będzie jeszcze jeden) i najbardziej przeze mnie wyczekiwany wpis andaluzyjski, który sprawia, że serce mi z tęsknoty pęka. Dlaczego? Bo dotyczy Cabo de Gata – przylądka będącego pod ochroną parku krajobrazowego. Ale to nie to świadczy o jego wyjątkowości, to ją tylko potwierdza. Miejsce magiczne, cudowne i niezwykle piękne.
Kolejnym punktem naszej andaluzyjskiej podróży po Rondzie, w której ma się lęk wysokości, były dwa urokliwe, niewielkie miasteczka górskie: Torrox i Frigiliana. Niby w żadnym z nich nie ma specjalnych atrakcji ani obiektów „must-see”, ale same w sobie są ciekawe i warte zobaczenia. Już sama droga pomiędzy nimi jest bardzo malownicza. Wąska, kręta i niezabezpieczona żadnymi barierkami skutecznie podnosi poziom adrenaliny i stanowi atrakcję samą w sobie.