Właśnie odebrałam efekty zabaw z moim wartym 2 złote aparatem analogowym. Niby nic specjalnego, ale coś fajnego w tych zdjęciach jest. Teraz czas założyć czarno-białą kliszę do Smieny, którą dostałam i, która mam nadzieję, wciąż działa.
Z braku bliższych (czasowo) i dalszych (w kilometrach) planów podróżniczych zaczęłam ostatnio wracać wspomnieniami do różnych wyjazdów i zaczęłam się zastanawiać, kiedy połknęłam ten Bakcyl szwendania się po świecie.
Ty razem się udało! Wybraliśmy się do portu miejskiego, żeby przetestować aparat i trochę pocykać. Było trochę zimno, ale bardzo przyjemnie i, chyba, owocnie. Zresztą, oceńcie sami!
W końcu udało mi się uporać z wyborem zdjęć z naszego pobytu w Turcji. Mam nadzieję, że się spodobają.
Pod koniec roku zawsze przychodzi czas na podsumowania.
Ponieważ w Stambule niezbyt często miałam dostęp do internetu, niewiele tu się pojawiło na bieżąco. Spieszę to naprawić krótkim podsumowaniem. Tydzień spędziliśmy leniwie, zwiedzająco, imprezowo i jedzeniowo. No i w dużej mierze w komunikacji miejskiej. Zatem po kolei.
Odwiedziliśmy Grand Bazaar i byłam mile zaskoczona posezonowością i niezbyt liczną grupą odwiedzających bazar. Zapamiętałam go jako zatłoczone i wyjątkowo głośne miejsce, przez które nie da się przejść bez tysiąca zaczepek. Tymczasem, w grudniu aktywność sprzedawców znacznie spada i nieliczni silą się na nagabywanie. Ci jednak, którzy to robią chwytają się mniej lub bardziej wyszukanych komentarzy.
Dziś zdjęcia z Mołdawii, tradycyjnie już z opóźnieniem. Tym razem jednak, po raz pierwszy i może nie ostatni, wpis i podpisy zdjęć dwujęzyczne, ponieważ podzielę się nimi również z moimi nowymi znajomymi ze szkolenia.
Przed wyjazdem do Mołdawii obiecałam, że po powrocie pojawi się kilka fot z brukselskiej części naszych wakacji i oto obietnicy dotrzymuję!
W ramach przerwy w zajęciach i żeby poznać kawałek Mołdawii pojechaliśmy wczoraj do monasteru Orcheiul Vechi i do Kiszyniowa. Miło było wrócić po roku w te miejsca, chociaż Kiszyniów wciąż nie zachwyca. I pewnie tak zostanie jeszcze co najmniej kilka lat. To, co mnie zachwyciło to La Placinte, czyli restauracja, którą odkryliśmy i polubiliśmy rok temu.

