Skip to content

TropiMy Przygody

„Bob Marley, Big size, paparazzi and the one from paradise”, czyli Wielki Bazar

Odwiedziliśmy Grand Bazaar i byłam mile zaskoczona posezonowością i niezbyt liczną grupą odwiedzających bazar. Zapamiętałam go jako zatłoczone i wyjątkowo głośne miejsce, przez które nie da się przejść bez tysiąca zaczepek. Tymczasem, w grudniu aktywność sprzedawców znacznie spada i nieliczni silą się na nagabywanie. Ci jednak, którzy to robią chwytają się mniej lub bardziej wyszukanych komentarzy.

Czytaj więcej

Kiszyniów nie wyładniał

W ramach przerwy w zajęciach i żeby poznać kawałek Mołdawii pojechaliśmy wczoraj do monasteru Orcheiul Vechi i do Kiszyniowa. Miło było wrócić po roku w te miejsca, chociaż Kiszyniów wciąż nie zachwyca. I pewnie tak zostanie jeszcze co najmniej kilka lat. To, co mnie zachwyciło to La Placinte, czyli restauracja, którą odkryliśmy i polubiliśmy rok temu.

Czytaj więcej

Rio de Janeiro na zdjęciach

Relacje pisałam w miarę na bieżąco, ale wiadomo, że bez zdjęć czegoś im brakuje. Dlatego czas podzielić się pięknymi krajobrazami i wrażeniami nie tylko w słowach, ale też na zdjęciach, których napstrykałam jak durna! Przez to miałam ogromny problem z selekcją, ale w końcu się udało:) Przed wami Rio de Janeiro na zdjęciach – Enjoy!

Czytaj więcej

Ilha Grande – raj na ziemi

Stety lub niestety, zależy jak na to patrzeć, nasz ostatni brazylijski etap podróży przypadł na wyspę Ilha Grande na zielonym wybrzeżu (Costa Verde). Wyspa jest cudowna – górzysta, więc można pochodzić po nich i jest mnóstwo plaż, gdzie można się wylegiwać na słońcu (jak ja) lub w cieniu (jak Bartek). Chyba nie muszę też dodawać, że widoki są fantastyczne!

Czytaj więcej

Wybrzeże za nami, góry przed nami

Po 3 dniach spędzonych w Arraial do Cabo ruszyliśmy w stronę gór. Odpoczęliśmy fizycznie. Mieliśmy czas na plażowanie, spacery po miasteczku i po niedalekim Cabo Frio. Ogólnie rzecz biorąc, trochę leniuchowaliśmy Kiedy przyjechaliśmy do Arraial w sobotę, byliśmy trochę przerażeni ilością turystów. Brazylijczycy mieli długi weekend, bo w piątek świętowali Dzień Niepodległości. Spodziewaliśmy się wprawdzie zwiększonego ruchu na wybrzeżu, ale rzeczywistość nas zaskoczyła po wyjściu z autobusu.

Czytaj więcej

Fawele w Rio

Chcieliśmy zobaczyć jak żyją ludzie w osławionych fawelach, ale ostatecznie niestety nie było nam dane. Dlaczego? Ponieważ: 1. sami z oczywistych względów nie chcieliśmy w nie wchodzić. 2. Nasz host z CS’u też się nie kwapił żeby nas tam zabrać (właściwie to nie kwapił się żeby nas gdziekolwiek zabrać, ale o tym zaraz). 3. Wycieczki w fawele, które sprawdziliśmy kosztowały ok. 100 dolarów i polegały na przejechaniu jeepem z otwartym dachem po najbezpieczniejszej z dzielnic, nawet bez zatrzymywania się. Niezbyt dziwne zatem, że nie skorzystaliśmy z ofert.

Czytaj więcej