Na lotnisko! Zapowiada się fajny weekend!



Na lotnisko! Zapowiada się fajny weekend!
Korea Północna. Kraj zamknięty, od kilkudziesięciu lat rządzony przez dynastię Tyranów. Marne szanse, że do niego pojedziemy w ciągu kilku najbliższych lat. A później? Nie wiadomo. No to po co o nim w ogóle pisać? Bo to, że gdzieś nie pojadę, nie znaczy, że mam nic o tym miejscu nie wiedzieć. Tym bardziej, że miejsca niedostępne, o których niewiele wiadomo, są ciekawe i pociągające. W końcu zakazany owoc smakuje lepiej. Książka Johna Sweeney’a „Korea Północna. Tajna misja w kraju wielkiego blefu”, którą miałam szczęście ostatnio przeczytać smakuje dobrze.
Późna jesień to czas wyjątkowo demotywujący człowieka. Bo ponuro, bo szaro, bo zimno i wieje, pada i w ogóle bez sensu. Czas, który wybitnie sprzyja delektowaniu się urokom domowego zacisza, pieleszy i innym dziwnym sytuacjom. Czas, gdy z rozrzewnieniem myślimy o dalekich i bliskich krainach, urokach wypoczynku na „świeżym powietrzu”, od których tak bestialsko i nagle odcięła nas szaruga i brzydota najbliższych paru miesięcy, zamaskowana piękną pogodą tygodnia czy dwóch Złotej Polskiej Jesieni. Czy warto zrobić z tego rok roczny rytuał i popadać w paromiesięczny marazm „byle do wiosny”? Bynajmniej!
Kiedy mieszkałam w Finlandii i zaczęłam pisać ten blog, wyglądał on zupełnie inaczej. Nie dzieliłam się za bardzo podróżami, które odbyłam i widokami, które cieszyły moje oczy. Informowałam bliskich i znajomych o codziennym, studenckim życiu. O tym, że kuchenka w akademiku tak brudna, że gotować się odechciewało. O tym, że skasowałam przypadkiem esej zaliczeniowy na okropnie nudny temat i musiałam go napisać od nowa. Albo o tym, że zatrzasnęłam drzwi od pokoju z kluczem w środku i musiałam zapłacić 12 euro (o mój Boże, ile to pieniędzy dla studentki z Polski w drogiej Finlandii!) za jego ponowne otwarcie.
Zapewne zauważyliście, że zmieniła się nazwa bloga z Koralina tropi przygody na TropiMy Przygody i winnam Wam wyjaśnienie, dlaczego tak się stało. Jak sama nazwa wskazuje nie będę już przygód tropić… sama! Wcale nie dlatego, że mi się znudziło albo dopiero co się zakochałam i na fali miłosnej euforii postanowiłam dołączyć moją drugą połowę do blogowego zespołu. To nie tak. Bartek pojawił się w moim życiu na długo przed tym jak powstał blog. Mało tego, to właśnie on jest autorem poprzedniej nazwy! Skąd więc ta zmiana i co ona będzie oznaczać dla Was?
Wspominałam już w poprzednim wpisie, że Berlin mnie zaskoczył. Również rowerowo. To miasto jest stworzone do jeżdżenia rowerem! Przede wszystkim połączone jest siecią ścieżek rowerowych, które nie tylko są, ale przede wszystkim są dobrze przemyślane.
Berlin mnie zaskoczył. Wprawdzie byłam tu już kilkakrotnie: jako dziecko (więc niewiele pamiętam), na lotniskach (więc niewiele widziałam) i na chwilę, żeby zjeść obiad i zobaczyć jarmark świąteczny (więc było zimno), ale nie wydawało mi się, że to będzie fajne miasto. Sorry, ale jak stolica Niemiec może być fajna? 😉
Słuchajcie, Koralina skończyła właśnie 5 lat! Tak, dokładnie 5 lat temu, 26 sierpnia 2009 roku opublikowałam na blogu pierwszy post! Szmat czasu, czyż nie?
Jakiś czas temu do księgarń trafiła książka „Autostopem przez życie” Przemka Skokowskiego, autora bloga o takim samym tytule. Student, który upodobał sobie autostopowy tryb podróżowania, postanowił urozmaicić swoje podróże za jeden uśmiech jakimś dobrym uczynkiem. Wpadł na genialnie prosty pomysł, aby zebrać pocztówki napisane przez czytelników bloga, zabrać je ze sobą w podróż do Indii i po drodze, za pomocą tychże kartek, wywoływać uśmiech na twarzach dzieci w sierocińcach. I właśnie po tej podróży powstała książka, którą miałam przyjemność przeczytać i podzielić się z Wami moimi odczuciami po lekturze.
Marzysz o podróżowaniu, ale nie masz kasy? Chciałbyś zwiedzić cały świat, ale nie dostaniesz tyle wolnego w pracy? Chciałbyś wyjechać, ale nie masz czasu? Chciałbyś, ale… Jak często słyszysz/czytasz, żebyś przestał wymyślać sobie wymówki i zaczął realizować swoje marzenia? Że to nie takie trudne? Że wcale nie musisz być milionerem? Pewnie często. A co z tego wynika? Pewnie nic. Klikasz „x” w przeglądarce i wyłączasz artykuł.