Skip to content

TropiMy Przygody


Na weekend: Drezno

Drezno to fajny pomysł na weekendowy wypad, szczególnie gdy mieszka się we Wrocławiu. Byłam w Dreźnie już 3 razy do tej pory. Za każdym razem z kimś innym i właściwie za każdym razem odkrywałam coś nowego. Kiedy znajomi zaproponowali wypad do stolicy Saksonii, pomyślałam w pierwszej chwili, że już byłam, to po co? Ale potem stwierdziłam, że na pewno będzie fajnie i na pewno odkryję coś nowego. Nie myliłam się, było bardzo fajnie i odkryłam kolejne miejsca, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Ale zaczęło się od pecha…

Czytaj więcej

W Rondzie każdy ma lęk wysokości

Nie mam lęku wysokości, ale jest w Andaluzji takie jedno miasteczko, w którym mam. Poważnie, dopadł mnie lęk wysokości, pomimo że nigdy nie miałam z nim problemów. Tak sobie myślę, że Ronda wzbudza lęk wysokości u większości osób, które ją odwiedzają. Wszystko przez to, że stare i nowe miasto rozdziela wąwóz rzeki Guadalevín. Ogromny most kamienny łączy ze sobą obie części. Co ciekawe, wjeżdżając do Rondy, nic nie zapowiada spektakularnych widoków i lęku wysokości.

Czytaj więcej

El Rocio i Doñana, czyli tam, gdzie zatrzymał się czas, a flamingów nie ma

Na naszej mapie podróży kolejnym punktem po Sevilli był Park Narodowy Doñana, wpisany na Listę UNESCO, bogaty w faunę, zajmujący podmokłe tereny. Wiecie, flamingi, kormorany, itp. Zdjęcia prezentowały się niesamowicie (szczególnie te flamingi!), opisy też brzmiały zachęcająco, więc zdecydowaliśmy się tam pojechać.

Czytaj więcej

Biało-niebieskie miasto kwiatów: Cordoba

Podczas gdy ja jestem gdzieś pomiędzy Porto a Lizboną (o czym nie pozwalam Wam zapomnieć za pomocą Facebooka i Instagrama), Wy możecie poczytać o mieście leżącym stosunkowo niedaleko stąd, a mianowicie o hiszpańskiej Cordobie, aby pozostać w tym południowym klimacie, w którym ja teraz jestem (choć nie jest aż tak ciepło, jak było w Cordobie).

Czytaj więcej

Nowy Rok, nowe wyzwania

Nie wiem dlaczego to tak działa, że podsumowania i plany snujemy zawsze pod koniec starego roku, a nie np. w sierpniu, bo niby co za różnica? Ale skoro tak jest i już to ja też podsumowuję i snuję nowe, wielkie plany w grudniu, a nie w maju. Pod koniec 2012 roku samolubnie życzyłam sobie więcej podróży i więcej pieniędzy, żeby można było te wszystkie wyjazdy bez problemu sfinansować.

Czytaj więcej

Czy można mieszkać w jaskini?

Nasza krótka wizyta w Gaudix była zupełnie niezaplanowana i trochę przypadkowa. I takie są najfajniejsze! A wyglądało to tak: w drodze z Alicante do Granady spojrzałam do przewodnika, co o Granadzie mówi. I natknęłam się na wzmiankę o troglodytach w Gaudix. Mieliśmy jakieś 20 kilometrów do zjazdu z autostrady, więc jeśli przewodnik otworzyłabym 10 czy 15 minut później, byłoby za późno. Postanowiliśmy zboczyć z trasy i zobaczyć, jak wyglądają jaskinie współczesnych ludzi.

Czytaj więcej

Alicante – miasto nieokreślone

Alicante to dziwne miasto, którego nie potrafię jednoznacznie określić i zakwalifikować. Z jednej strony niczym specjalnym mnie nie urzekło i niekoniecznie chcę do niego wrócić. Z drugiej – nie do końca jest kurortowe, pomimo że kurortem jest. Nie ma też pięknej, zapierającej dech w piersiach starówki, ale ma taką całkiem sympatyczną.

Czytaj więcej