Skip to content

TropiMy Przygody


Lido, czyli „plaża Wenecji”

Ostatni, a właściwie połowicznie ostatni wpis poświęcony wypadowi do Wenecji będzie o wyspie Lido. Wąska, licząca 12 kilometrów długości wyspa jest osiągalna z Wenecji za pomocą vaporetto. Wyspa słynie z drogich hoteli i apartamentów oraz prywatnych plaż i zwana jest „plażą Wenecji”. Nie zmienia to faktu, że jest urocza i warto na nią popłynąć i zwiedzić. Najlepiej rowerem. Dlaczego? Bo można zjechać ją w całości nie tracąc na to zbyt wiele czasu, bo rower jest fajny, bo można go wypożyczyć za przyzwoitą kwotę. I to była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć. Pogoda sprzyjała, nogi pedałowały, a oczy latały wkoło głowy! Wycieczkę rowerową po Lido zakończyliśmy nad brzegiem morza piknikiem.

Czytaj więcej

Na weekend: Padwa

Padwa, zanim opiszę kolejną wyspę leżącą nieopodal Wenecji – Lido, wspomnę o mieście, które wywarło na nas spore wrażenie. Pojechaliśmy do niej właściwie dlatego, że mieszkaliśmy w Mestre, tuż przy wylotówce na Padwę i autobus zatrzymywał się tuż przed campingiem. Jechał niewiele dłużej niż ten miejski do Wenecji i kosztował niewiele więcej.

Czytaj więcej

Najbardziej kolorowa wyspa świata: Burano

Tak naprawdę w Wenecji najpiękniejsze jest to, co ją otacza. Chodzi mi o wysepki, na które co chwilę kursują vaporetto (przypominam, że to wenecka komunikacja wodna), zatem nie ma najmniejszego problemu, żeby się tam dostać. A warto. Chociażby na Burano – wyspę, na której mieszka 4 tysiące osób i która liczy sobie ok. 600 metrów długości w najszerszym miejscu.

Czytaj więcej

Wenecji część pierwsza: camping

Właściwie to jeszcze chyba nigdy miejsce, w którym spaliśmy nie zainspirowało mnie na tyle, żeby poświęcić mu cały post. Ty razem będzie inaczej. I wcale nie dlatego, że mi się nie podobało i chcę wylać wszelakie żałości, jakie się nazbierały. Wręcz przeciwnie, camping bardzo mi się podobał i w pewnym sensie mnie rozbawiał.

Czytaj więcej